Licheń – hit czy kit?   4 comments

Wokół bazyliki w Licheniu było i wciąż jest wiele kontrowersji. Mówi się, że wyjątkowy pomnik braku gustu i przepychu, że komercja przede wszystkim, że ogrom pieniędzy, które mogły zostać przeznaczone na lepsze cele. Byłam w Licheniu lata temu, kiedy jeszcze był to właściwie wielki plac budowy, a gotowa była dopiero bazylika dolna. Już wówczas widać było, że będzie to ogromna świątynia, urządzona bardzo bogato. Wrażenie wówczas było przytłaczające i w sumie smutne. I jeszcze kilka dni temu powiedziałam, że Licheń to pomnik złego gustu i przepychu.

Ale… pojechaliśmy. 8 lipca minęła 25 rocznica naszego ślubu, męża Mama zamówiła nam mszę dziękczynną w bazylice. Chcieliśmy tam być. I oto po kilkugodzinnej podróży ukazały się nam takie widoki:

100_9904

100_9828

100_9805

 

 

100_9698

100_9760

100_9746

100_9704

100_9728

100_9726

100_9753

100_9750

I jeszcze niemniej ważna część licheńskiej świątyni: ogrody ją otaczające.

100_9765

100_9772

100_9773

100_9778

100_9789

100_9796

100_9801

100_9809

100_9810

100_9816

100_9834

I takie mam przemyślenia po tym wyjeździe: oczywiście, że w wielu miejscach myśl o bezguściu narzuca się sama. Jednak… w wielu miejscach pomyślałam: aha, to tak wygląda w Watykanie ten pomnik, to miejsce, znajomy z fotografii watykańskich widok… Świątynia jest ogromna. A wokół niej ogromne ogrody, w których niezliczona ilość pięknych miejsc. Pomników polskiej historii, można by lekcje postawy patriotycznej bez żadnego problemu prowadzić. Mnóstwo też po prostu pięknych cienistych zakątków, stawów z cudownie kwitnącymi liliami wodnymi, wszędzie jest pełno ławeczek w cieniu i miejsc pod daszkiem, żeby usiąść i odpocząć. Spacerując po świątyni i wokół niej mieliśmy oboje naprawdę dużo przyjemności! A do tego świetna organizacja. W każdym miejscu obecne wskaźniki, jak trafić do świątyni, kamiennej Golgoty, baru, których jest kilka, toalet, których nie brakuje. Tuż przy świątyni jest duży bezpłatny parking dla każdego. Obok kilka naprawdę dużych domów pielgrzyma, gdzie można zarezerwować wygodne pokoje. A naprzeciw świątyni piękne jeziorko, dające powiew świeżego powietrza w upalne dni. Tam jest po prostu… pięknie! :D Określenie, które natychmiast i natrętnie mi się nasuwa to „Watykan dla ubogich”. I to we wszystkich tego wyrażenia znaczeniach. Bo przecież to ogromnie ważne miejsce dla wielu osób, często starszych, których nigdy nie będzie stać na to, by pojechać i zobaczyć Watykan na własne oczy. Bazylika w Licheniu może dać im poczucie, że dotknęli i obejrzeli coś ważnego, coś wyjątkowego, a jeszcze jeśli wzięli finansowy udział w jej budowie, to myślę, że mają ogromną satysfakcję i poczucie radości. I choćby dlatego ta świątynia jest potrzebna.

Że komercja…? Ale gdyby nie było domów pielgrzyma, toalet, księgarni w bazylice z pamiątkami, byłoby bardzo źle i byłoby (i słusznie) wielkie narzekanie. Jest świetna organizacja, bary, toalety, noclegi i pamiątki i wszystek dochód idzie na to, żeby miały pracę osoby tam zatrudnione, a nadwyżki na utrzymanie i rozwój świątyni i terenów wokół niej. I bardzo dobrze – bo przecież znacznie sprawiedliwiej jest, żeby to ci, którzy stworzyli to miejsce, korzystali z profitów – prawda?

Podsumowując więc – jak dla mnie HIT!

Wasza zdumiona i szczęśliwa gospodyni wiejska. :D

Kochać ziemię – jakie to łatwe!   6 comments

Życie na wsi biegnie zawsze swoim torem, niezależnie od wszystkich zaplanowanych (i niezaplanowanych :wink: ) przez nas wydarzeń. Rano, raniuśko wstaję i idę w pole, bo potem będzie ze gorąco. Po drodze wdycham rześkie powietrze i zapach świeżo skoszonego siana na łące sąsiada. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ten zapach działa tak przyjemnie na nas? Nie wiem, dlaczego tak jest, ale wystarcza mi korzystanie z tej radości!

Powoli idę wzdłuż naszego pola – w tym roku tutaj posialiśmy żyto, orkisz jest na innym kawałku. Wyrosło to żyto przysłowiowo – niczym gaj, wyższe od nas obojga! Sama radość w sercu, kiedy się patrzy na takie pole, a w głowie samo się pojawia: wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…

100_9612

 

100_9611

 

100_9613Kiedy dochodzę już do grządek warzywnych, wiem, że na polu bliżej lasu, tam gdzie ostatnio była przewracana ziemia, są żurawie. Zawsze razem oba. Ich klangor to mój ulubiony głos ptasi, tak donośny, a zarazem tak tęskny!

100_8903

100_8904

 

 

Nad lasem kołuje myszołów, szuka zdobyczy. Teraz poluje bardzo często, codziennie go widzę, jak kołuje nad naszym polem i sąsiednimi łąkami. Musi wykarmić młode, więc pracuje niestrudzenie. Znacie głos myszołowa?

A potem, kiedy już plecy mówią mi, że czas wracać i odpocząć, idę i mam taki widok:

100_9615

 

Wrócę, coś przegryzę i pójdę do ogrodu, tam też dużo pracy…

100_9616

100_9617

100_9618

Wszystkiego dobrego, kochani! :D

Zapraszamy na warsztaty serowarskie!   6 comments

Rzadko bardzo tutaj piszę o sprawach czysto agroturystycznych, ale TAKIEJ okazji pominąć nie mogłam. Zapraszamy serdecznie wszystkich chętnych na warsztaty serowarskie i piekarnicze w naszym gospodarstwie, pierwsze! :D

Zrobimy sery domowe – mozarella, domowy ręczny, ricotta, gouda… Upieczemy pyszny chleb na zakwasie, ziołowy, pachnący, fantastyczny. Nastawimy zakwas dla wszystkich uczestników warsztatów, żeby mogli wziąć go do domu i tam uraczyć całą rodzinę znakomitym pieczywem. będzie dużo pracy ale i dużo śmiechu i jeszcze więcej pysznego jedzenia, domowego, bez grama chemii spożywczej! Uczestnicy warsztatów mają gwarantowany nocleg i wszystkie posiłki, będzie więc smacznie i radośnie. TUTAJ mnóstwo zdjęć z naszego gospodarstwa, a warsztaty odbędą się w dniach od 18 do 20 lipca. Po wszystkie szczegóły zapraszamy do nas na maila: dompodsosnami@interia.pl.

Poniżej zdjęcia z warsztatów, które stały się dla nas inspiracją – serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy Akademii Siedliska pod Lipami!

100_8397

 

100_8401

100_8407

100_8442

chleb

Do pysznego zobaczenia! :D

Miśnia – jak się robi cuda   7 comments

Bo nie inaczej człowiek w myśli nazywa to, co można w miśnieńskiej fabryce porcelany obejrzeć. Porcelanowe cuda powstają tutaj wciąż, a przyjrzenie się procesowi ich tworzenia jest arcyciekawe.

Porcelana najpierw jest szarą masą plastyczną, podobną do gliny. Taką masę wtłacza się do formy, starannie, żeby nie powstawały pęcherze powietrza. Jedno porządne dociśnięcie i… mamy przyszłą filiżankę lub detal porcelanowy.

100_8950

Nie jest to jednak takie proste. Miśnieńska wytwórnia robi nie tylko filiżanki, ale tworzy wiele skomplikowanych i pięknych form, np. figurki i posążki. Czasem takie rzeczy miewają uszkodzenia lub niedokładności i trzeba je poprawić albo po prostu dodać jakieś detale do wyrobu.

100_9031a

Na zdjęciu widzicie trzy figurki – to takie same figurki, tylko każda kolejna jest po wypaleniu. W czasie wypału każda rzecz traci 16% ze swojej wielkości. Możecie więc zobaczyć, jak zmienia się wielkość figurki po każdym kolejnym wypale.

Pani widoczna na zdjęciach to osoba naprawiające różne uszkodzenia powstałe w procesie tworzenia cuda. Na zdjęciu widać, jak na dłoni formuje płatki kwiatu, który następnie umieści w kompozycji. Precyzja i piękno detali są niezwykłe, a jeszcze bardziej niezwykłe jest patrzenie na to, jak precyzyjnie i pozornie łatwo poruszają się dłonie twórców tych cudów.

100_9034

100_9036a

Tutaj na najniższej półce mamy pokazany proces powstawania wzoru na gotowym talerzu. Niektóre wzory są najpierw wstępnie nanoszone na wyrób za pomocą folii perforowanej, jak na pierwszym talerzu z lewej. Potem talerz trafia do malarki lub malarza i powstaje wzór – za fotografii słynny miśnieński wzór cebulowy. Na talerzu nr 4 możemy zobaczyć, że szkliwo przed wypałem jest nieprzezroczyste i prawie całkowicie znika pod nim namalowany wzór. Ostatni talerz jest po wypaleniu – szkliwo stało się przezroczyste, farba uzyskała właściwy kolor, a talerz stał się mniejszy.

Na regale tym mamy pokazane najbardziej znane wzory porcelany miśnieńskiej: cebulowy (niebieski), bluszczowy (zielony z lewej) i ornamentalny (zielony z prawej).

100_9045a

A tutaj można zobaczyć, jak inne są kolory farb przed wypaleniem – każdy kolejny wypał powoduje zmianę koloru wzoru.

A teraz… teraz pozostaje tylko wejść na sale wystawowe i oglądać, oglądać, oglądać…

100_9060

100_9065a

100_9067ab

100_9070a

100_9073a

100_9078

100_9115

100_9125

100_9143

100_9135

100_9155

100_9153

100_9156

100_9157

Miłego weekendu, kochani!

Maszynowa historia   9 comments

 

Czarna była, jak wszystkie stare maszyny. Wysłużyła wiele lat i w końcu o niej zapomniano, bo się zepsuła, a poza tym jej pani kupiła śliczną nową maszynę elektryczną. Stara maszyna, cała oblepiona pozostałościami smaru maszynowego, odrapana i pokryta różnej masci plamami, stała w kącie, aż została oddana do pewnego człowieka. Człowiek ów wiedział, że w Domu Pod Sosnami mieszkają ludzie, którzy kochają stare przedmioty z duszą, zawiózł więc tam maszynę. Miała wciąż piękną sylwetkę i była wciąż bardzo solidnie zrobiona, wymagała tylko trochę troski.
Czekała na tę troskę dłuuuugi czas, ale wreszcie…
Pewnego dnia jej właścicielka w Domu Pod Sosnami powiedziała:
- Chciałabym jakoś odnowić tę maszynę, dać jej nietypowy i piękny wygląd, naprawić i przywrócić do życia.
Pomysł nowej szaty maszyny był gotowy, teraz tylko należało poczekać na kogoś, kto będzie potrafił go zrealizować…
I maszyna doczekała się!
Przyjechała Ewa z Przytulnego Domu, która jest kopalnią wiedzy o odnawianiu i dekupażowaniu różnych przedmiotów, także mebli, potrafi zrobić cuda ze wszystkiego, co jej w ręce wpadnie i z niczego też.
TO były te fachowe dłonie, w które została powierzona maszyna.
Dłonie Ewy starannie i ostrożnie myły odrapaną i zmatowiałą maszynę z wieloletniego brudu i tłustego smaru, rozpuszczalnik czuć było w całej okolicy.
A potem…
Zobaczcie sami.

100_8931

100_8931a

100_8934

100_9323

maszyna 2

maszyna 3

100_9398

100_9394

100_9396

100_9385

 

Ewo – nie mam słów, aby Ci podziękować. Tylko to jedno – DZIĘKUJĘ.

Jeśli ktokolwiek z Was potrzebuje odnowienia starego przedmiotu, nadania mu nowego życia, bądź chciałby kupić piękny mebel z duszą – adres Przytulnego Domu jest absolutnie najlepszym adresem!

Posted 5 Czerwiec 2014 by podsosnami in Kreatywnie, Mój kawałek świata

Wszystko Ewki wina!   9 comments

Oooo, to wszystko wina Ewki i Ewczynego Chłopa!Teraz pętam się dokoła i czuję się jak osierocony dzieciak. Byli z nami każdego dnia przez dwa tygodnie, robili wszystko z nami, a teraz… pojechali sobie! No i przez to nie mogę się na nowo zorganizować, a Sołtys to kosić pojechał i ani wracać nie chce, żeby samemu coś robić, bez Ewczynego. Zdecydowanie, to wszystko Ewki wina i Ewczynego Chłopa.
Największą winą, jaką Ewczyny popełnił jest… zbudowane w końcu zadaszenie nad stodolnym tarasem! Marzyliśmy o nim od kilku lat, żeby goście nie mieli deszczu tuż za progiem pokoju i żeby mogli posiedzieć na tarasie przed południem, kiedy słońce tam właśnie usiłuje wszystko usmażyć. Prace trwały długo, wymagały wielkiego wysiłku, samodzielnego przygotowania wszystkich elementów, także krokwi i belek, zaprojektowania tego wszystkiego tak, aby było absolutnie bezpieczne i wytrzymałe, a potem wykonania we dwóch. Zadanie naprawdę niełatwe, bo na wysokości przecie, a materia trudna, pod drabiną schody i taras drewniany…

100_9334

 

100_9343

 

100_9344

 

Jednak zadaszenie to nie wszystko, oooo absolutnie nie wszystko! Schody dostały nowe modrzewiowe stopnie, bo te świerkowe mocno się zestarzały, popękały i po prostu przestały być stabilne i bezpieczne.

100_9352

Ale i to nie wszystko. Powstało nowe ogrodzenie z rozpiętą na nim matą trzcinową, która wprowadza ciepły i przytulny klimat przy wejściu do jadalni. A nad tym wszystkim… Nad tym wszystkim kołysze się lekko na wietrze pięknie wycięty szyld powieszony na łańcuchach! Jeszcze nie wymyśliłam do końca, co na szyldzie się znajdzie, bo szyld nie był planowany. Zbyt piękną niespodziankę Ewczyny z Mojnym uszykowali, żeby tak pochopnie coś tam malować, myślęęęęęę!!! :D

Po drodze zdążyli naciąć drzewa pod kuchnię, uszykować konstrukcję ogrodową pod tyczną fasolę w formie tipi wokół koła rowerowego, naprawić stareńkie dwa taborety Babci zbiwszy je prawie od nowa i jeszcze setkę większych i drobnych rzeczy zrobić. Wszystko Ewki i Ewczynego Chłopa wina! :wink:

100_9360

100_9383

Bo przecież jeszcze pojęcia nie macie, co Ewka w tym czasie ze mną wyprawiała…

Co tam panie w warzywniku?   4 comments

W warzywniku po okresie suszy wreszcie porządnie popadało! Pracy tam teraz mnóstwo, bo pogoda chwastom sprzyja i łatwo im zdusić młodziutkie siewki warzyw. Mimo wszystko udaje się jakoś to opanować wspólnymi siłami. Rosną!

100_8905

100_8906

100_8907

100_8909

Kapustki natychmiast po posadzeniu zostały dodatkowo ogrodzone przed zajęczymi agresorami – w zeszłym roku niesforne szaraki pożarły nam dwukrotnie wszystkie posadzone flance! Ale tegoroczne firankowe „zasieki” dają radę – mam nadzieję, że tak zostanie. :wink:

100_8921

Jak widać, warzywnik (choć niemały) został już w miarę ogarnięty. Na stałe miejsce trafiły już flance pomidorów, dyni, posiana jest cukinia i drugi rzut sałaty. Na polu rośnie łubin – jak się okazuje, jego walory smakowe i odżywcze doceniają także żurawie. Przychodząc na pole zobaczyliśmy taki widok:

100_8903

100_8904

Ich przenikliwy tęskny klangor towarzyszy nam zawsze na polu – gniazdują bardzo blisko, co roku ta sama para. I bardzo je lubimy, choć przychodzą na darmową stołówkę… :D

Nasz hyzop też rośnie coraz bujniej, widać już, że tegoroczne zbiory powinny być obfite i bardzo aromatyczne. Rząd hyzopowych krzewów wokół warzywnika wygląda już jak mini żywopłot.

100_8920

Nasz „czerwony rumak” na szczęście w tym roku sprawuje się lepiej niż w ubiegłym i jadąc na pole możemy zabrać wiele różnych narzędzi, pojemników z wodą dla warzyw i… wygodnicką gospodynię. :lol:

100_8918

100_8922

 

A wzdłuż warzywnika od strony miedzy rosną sobie berberysowe siewki – bździnki, które kiedyś – mamy nadzieję – będą stanowiły skuteczną obronę przed nieproszonymi stołownikami w warzywniku.

100_8923

Maxi – poznajesz? :wink:

A my… A my czekamy na ten widok:

100_6111

Wtedy zaraz wskoczymy w samochód i pojedziemy po raz kolejny zachwycać się 200 hektarami lasu z azaliami i różanecznikami w Kromlau. Zaiste, na przełomie maja i czerwca jest to niezwykłe miejsce, fascynujące, odurzające zapachem, zdumiewające ilością kwitnących krzewów. Zapraszamy i Was, kochani, bo warto! Dobrego tygodnia!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 31 other followers

%d bloggers like this: