Park Mużakowski – jesienny, czarujący   7 comments

Zawsze bardzo czekam na jesień, bo oznacza wyciszenie, czyli stan, który bardzo lubię, jest mi niezbędny do właściwego funkcjonowania. No i – oczywiście! – jest taka piękna! Bez żalu żegnam upalne i głośne lato, suche i nieznośnie gorące dni, czas kiedy w lejącym się z nieba żarze trzeba podlewać i grządki na polu i wszystko wokół domu, ogród, sad, rośliny doniczkowe. Teraz nadszedł moment zwolnienia, wytchnienia, uspokojenia, zachwycenia. Babioletnie pajęczyny festonami rozciągają się we wrzosach leśnych i w trawach na polu, wieczorem z daleka niesie się niski basowy ryk jeleni, a księżyc świeci jasno, jaśniutko. Rano wszystko tonie w cichych mgłach, a we dnie… W ciągu dnia jest tak kolorowo, tak cicho, słonecznie!
W takiej porze parki są cudownym miejscem do spacerów. Pozwólcie więc, że zabiorę Was do Parku Mużakowskiego, o którym już tutaj pisałam. Jest jednak tak piękny, że zasługuje na to, by pisać o nim i pokazywać go jak najczęściej. :D
Książę Puckler, jego projektant, był jednym z największych XIX-wiecznych znawców sztuki ogrodowej w Europie. Zaprojektował park krajobrazowy bardziej angielski niż strzyżony francuski, ale starannie rozmieścił osie widokowe i wykorzystał naturalne tarasy nad Nysą Łużycką, aby pokazać piękno natury i samych Łużyc. Przywiózł sobie z Arabii 11-letnią niewolnicę kupioną na targu, wyprosił ze swojej posiadłości słynną śpiewaczkę, czyniącą mu awanse, urządził komnaty w stylu arabskim, a pochować się kazał… w piramidzie, razem z księżną Lucie. Spoczywają tam do dziś.
Ciekawiście? No to o tym kiedy indziej, a teraz zapraszam na spacer, proszę zobaczyć jak wygląda książęce dzieło, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. :wink:

103_0351

103_0356

103_0369

103_0376

103_0381

103_0384

103_0393

103_0413

103_0427

103_0441

Na wielu drzewach w parku można zobaczyć ślady prób ich ścięcia. Olbrzymy ocalały, bo… ich pnie po ciężkich walkach nad Odrą i Nysą są nafaszerowane ołowiem, jak dobra kasza sperką. Wszystkie piły się na tym ołowiu zatrzymywały i psuły!

103_0446

103_0447

103_0455

Posted 12 Październik 2014 by podsosnami in Dookoła naszego kawałka świata

Tagged with ,

Pyszna aroniówka z liśćmi wiśni   7 comments

No wieeeeem, jak zwykle w sezonie opuściłam się i mało piszę… :wink: Postanowiłam się zrehabilitować i na prośbę Ani z kołowrotkiem zamieścić przepisik bardzo na czasie, na pychotną aronióweczkę!
Potrzebujemy:
1,5 l wody
2,5 l wódki czystej
1 kg owoców aronii
400 liści wiśni
2 kg cukru
2 cukry waniliowe
garstkę gożdzików
3-4 cytryny

Do wody dodać wszystkie składniki poza wódką i zagotować przez pół godziny. Zostawić na noc, rano odcedzić, dodać wódkę, rozlać do butelek. Gotowe!
Prawda, że szybciutkie?
Ja jednak zazwyczaj dodaję jeszcze trochę syropu (wody z cukrem i wanilią), bo ta wersja, jaką podałam jest dla mnie trochę za mocna. Rozcieńczam ją więc jeszcze wodą z cukrem dotąd, aż uznam, że nie szczypie mnie w gardło i język i dopiero wtedy uważam aroniówkę za gotową. Mniam!
103_0342

103_0340

Kończy się nam sezon, grzybów już coraz mniej…
A piękne były w tym roku, las rozsłoneczniony, wspaniały, grzyby przepyszne!

103_0099

103_0086

103_0087

103_0098

Po cichu Wam powiem, że szykują się jeszcze pewne niespodzianki na koniec tego sezonu, ale… o tem potem!

Czosnkowy pasztet z kań   11 comments

Ha! Chłop pole z kaniami zdybał! Patrzył i własnym oczom nie wierzył. Na dowód (bo wiedział, że i nam będzie trudno uwierzyć) pstryknął kilka zdjęć. Pole wygląda tak:
DSC_0114
DSC_0103
DSC_0105
DSC_0117

No i trzeba było coś z tym zrobić…
Suszenie to najłatwiejsza ale i najbardziej banalna możliwość, szukałam więc czegoś ciekawszego. I znalazłam! Czosnkowy pasztet z kań! Ponieważ nawet o czymś takim nie słyszeliśmy, postanowiliśmy przepis wypróbować. Pasztet został wykonany i spróbowany…
Pyszny! Zwłaszcza jeszcze ciepły, pychota! I smakuje prawdziwym pasztetem!
No to do rzeczy, oto przepis: należy wziąć kilogram kapeluszy grzybowych z kań, sparzyć je wrzątkiem i odcisnąć, po czym wszystkie podsmażyć na oleju z obu stron. Potem podsmażyć 2 cebule i 2 ząbki czosnku. Dodać do tego namoczoną i odciśniętą 1 czerstwą bułkę i 3 ząbki świeżego czosnku, po czym dwukrotnie zmielić to wszystko. Do masy dodać 3 żółtka i 4 łyżki tartej bułki, doprawić pieprzem, solą i majerankiem. Na koniec dodać pianę ubitą z pozostałych nam 3 białek i delikatnie wymieszać całość.
Masę wlać do foremki keksowej, posypać z wierzchu tartą bułką i słodką oraz ostrą papryką. Rozgrzać piekarnik do 170*C i piec około 40 minut, wyjąć z foremki dopiero po wystygnięciu.
Pycha, polecam! :D
DSC_0118
DSC_0120

Smacznego, kochani!

Źródło przepisu – tutaj.

Posted 11 Wrzesień 2014 by podsosnami in W sosnowej kuchni

Tagged with , , , ,

Cichcem napisałam w „Szkle i ceramice”   9 comments

No zupełnie cichcem, ale napisałam! Zwróciła się do mnie z propozycją współpracy redakcja branżowego czasopisma „Szkło i ceramika”. Wyzwanie mi się spodobało i oto… powstał pierwszy artykuł, opowiadający o ceramice ironstone czyli angielskim fajansie. Cieszę się bardzo, że dane mi było współpracować z Redakcją, mam nadzieję, że jeszcze jakieś artykuły powstaną, bo bardzo miło jest pogrążyć się w wiadomościach na temat własnego hobby i spróbować zebrać to w całość tak, aby może i ktoś inny mógł czegoś się dowiedzieć. :D
IMG_0002 (2)
IMG_0003 (2)
IMG_0004 (2)
Zachęcam więc tych, którzy lubią ładną porcelanę, do zainteresowania się czasopismem i zdradzę, że… już pisze się artykuł o porcelanie miśnieńskiej. :wink:
Tymczasem u nas roboty huk, gości mnóstwo, na polu wszystko rośnie i owocuje. Dzień mija nam za dniem, nawet nie bardzo zauważamy, kiedy jeden tydzień się skończył, a drugi zaczął. Nadchodzi bardzo dla nas gorący czas, czyli jesień, kiedy mnóstwo naszych zaprzyjaźnionych Gości przyjeżdża do nas na grzyby, suszarnia pracuje na pełnych obrotach, a tematem dnia są dla wszystkich łupy z lasu.
Póki co – my mamy nasze zbiory z pola, takie przywozimy do domu co kilka dni.

IMG_0006a
A wokół wciąż kolorowo i pięknie. :D
IMG_0005 (2)
IMG_0005
IMG_0010 (2)
IMG_0010
IMG_0012 (2)
IMG_0014
IMG_0018 (2)
IMG_0050
IMG_0053

Miłego tygodnia, kochani!

Posted 24 Sierpień 2014 by podsosnami in Mój kawałek świata

Tagged with , ,

Szybko, biegiem!

Tak właśnie teraz robimy większość rzeczy w gospodarstwie. A dzieje się mnóstwo! Pisałam o warsztatach serowarskich – warsztaty już za nami, było cudnie, poznaliśmy wspaniałych nowych ludzi, nauczyliśmy się mnóstwa nowych rzeczy, wysłuchaliśmy przy ognisku mnóstwa nowych opowieści. A i nasz basen nie stał pusty, bo pogoda nie żartowała i mieliśmy przez cały czas 35*C w cieniu! Trzeba więc było znaleźć też czas na przerwę w pracy i wskoczenie do basenu na małe orzeźwienie. ;)

P1190107

P1190176

P1190074

P1190148

IMG_4379

 

I zaraz jak skończyły się warsztaty,dojrzało zboże i trzeba było zrobić żniwa.Najpierw podkaszanie pola,żeby kombajn mógł na nie wjechać i zacząć pracę. Ale w czasie podkaszania… Konieczne jest użycie kosy,przydaje się też sierp. No i nie może się obejść bez osoby,która odbiera skoszone zboże spod kosy i związuje powrósłem, żeby powstał snop, na fotkach widać Babcię i sąsiadkę, które związują snopki. Także nasi Goście nie zasypiali gruszek w popiele i pomagali jak mogli! :D

P1190325P1190333

P1190340

P1190371

P1190460

A następnego dnia po żniwach spadł błogosławiony, długo oczekiwany deszcz! Uff, bardzo już na niego czekaliśmy, drzewa zaczęły w suszy i nieprawdopodobnym upale gubić liście i wyglądają, jakby była już jesień. Po deszczu ziemia na polu nawilgła, zmiękła, spulchniała. No to biegiem! I dzisiaj w słońcu i gorącu szybko robiliśmy drugą przerywkę marchewki, dopóki korzenie łatwo dają się wyciągnąć. :wink:

Ot, takie zwykłe życie na wsi. Miłego weekendu, kochani!

Wasza gospodyni wiejska

Posted 26 Lipiec 2014 by podsosnami in Mój kawałek świata

Tagged with , , , ,

Licheń – hit czy kit?   4 comments

Wokół bazyliki w Licheniu było i wciąż jest wiele kontrowersji. Mówi się, że wyjątkowy pomnik braku gustu i przepychu, że komercja przede wszystkim, że ogrom pieniędzy, które mogły zostać przeznaczone na lepsze cele. Byłam w Licheniu lata temu, kiedy jeszcze był to właściwie wielki plac budowy, a gotowa była dopiero bazylika dolna. Już wówczas widać było, że będzie to ogromna świątynia, urządzona bardzo bogato. Wrażenie wówczas było przytłaczające i w sumie smutne. I jeszcze kilka dni temu powiedziałam, że Licheń to pomnik złego gustu i przepychu.

Ale… pojechaliśmy. 8 lipca minęła 25 rocznica naszego ślubu, męża Mama zamówiła nam mszę dziękczynną w bazylice. Chcieliśmy tam być. I oto po kilkugodzinnej podróży ukazały się nam takie widoki:

100_9904

100_9828

100_9805

 

 

100_9698

100_9760

100_9746

100_9704

100_9728

100_9726

100_9753

100_9750

I jeszcze niemniej ważna część licheńskiej świątyni: ogrody ją otaczające.

100_9765

100_9772

100_9773

100_9778

100_9789

100_9796

100_9801

100_9809

100_9810

100_9816

100_9834

I takie mam przemyślenia po tym wyjeździe: oczywiście, że w wielu miejscach myśl o bezguściu narzuca się sama. Jednak… w wielu miejscach pomyślałam: aha, to tak wygląda w Watykanie ten pomnik, to miejsce, znajomy z fotografii watykańskich widok… Świątynia jest ogromna. A wokół niej ogromne ogrody, w których niezliczona ilość pięknych miejsc. Pomników polskiej historii, można by lekcje postawy patriotycznej bez żadnego problemu prowadzić. Mnóstwo też po prostu pięknych cienistych zakątków, stawów z cudownie kwitnącymi liliami wodnymi, wszędzie jest pełno ławeczek w cieniu i miejsc pod daszkiem, żeby usiąść i odpocząć. Spacerując po świątyni i wokół niej mieliśmy oboje naprawdę dużo przyjemności! A do tego świetna organizacja. W każdym miejscu obecne wskaźniki, jak trafić do świątyni, kamiennej Golgoty, baru, których jest kilka, toalet, których nie brakuje. Tuż przy świątyni jest duży bezpłatny parking dla każdego. Obok kilka naprawdę dużych domów pielgrzyma, gdzie można zarezerwować wygodne pokoje. A naprzeciw świątyni piękne jeziorko, dające powiew świeżego powietrza w upalne dni. Tam jest po prostu… pięknie! :D Określenie, które natychmiast i natrętnie mi się nasuwa to „Watykan dla ubogich”. I to we wszystkich tego wyrażenia znaczeniach. Bo przecież to ogromnie ważne miejsce dla wielu osób, często starszych, których nigdy nie będzie stać na to, by pojechać i zobaczyć Watykan na własne oczy. Bazylika w Licheniu może dać im poczucie, że dotknęli i obejrzeli coś ważnego, coś wyjątkowego, a jeszcze jeśli wzięli finansowy udział w jej budowie, to myślę, że mają ogromną satysfakcję i poczucie radości. I choćby dlatego ta świątynia jest potrzebna.

Że komercja…? Ale gdyby nie było domów pielgrzyma, toalet, księgarni w bazylice z pamiątkami, byłoby bardzo źle i byłoby (i słusznie) wielkie narzekanie. Jest świetna organizacja, bary, toalety, noclegi i pamiątki i wszystek dochód idzie na to, żeby miały pracę osoby tam zatrudnione, a nadwyżki na utrzymanie i rozwój świątyni i terenów wokół niej. I bardzo dobrze – bo przecież znacznie sprawiedliwiej jest, żeby to ci, którzy stworzyli to miejsce, korzystali z profitów – prawda?

Podsumowując więc – jak dla mnie HIT!

Wasza zdumiona i szczęśliwa gospodyni wiejska. :D

Posted 10 Lipiec 2014 by podsosnami in Dookoła naszego kawałka świata

Tagged with ,

Kochać ziemię – jakie to łatwe!   6 comments

Życie na wsi biegnie zawsze swoim torem, niezależnie od wszystkich zaplanowanych (i niezaplanowanych :wink: ) przez nas wydarzeń. Rano, raniuśko wstaję i idę w pole, bo potem będzie ze gorąco. Po drodze wdycham rześkie powietrze i zapach świeżo skoszonego siana na łące sąsiada. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ten zapach działa tak przyjemnie na nas? Nie wiem, dlaczego tak jest, ale wystarcza mi korzystanie z tej radości!

Powoli idę wzdłuż naszego pola – w tym roku tutaj posialiśmy żyto, orkisz jest na innym kawałku. Wyrosło to żyto przysłowiowo – niczym gaj, wyższe od nas obojga! Sama radość w sercu, kiedy się patrzy na takie pole, a w głowie samo się pojawia: wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…

100_9612

 

100_9611

 

100_9613Kiedy dochodzę już do grządek warzywnych, wiem, że na polu bliżej lasu, tam gdzie ostatnio była przewracana ziemia, są żurawie. Zawsze razem oba. Ich klangor to mój ulubiony głos ptasi, tak donośny, a zarazem tak tęskny!

100_8903

100_8904

 

 

Nad lasem kołuje myszołów, szuka zdobyczy. Teraz poluje bardzo często, codziennie go widzę, jak kołuje nad naszym polem i sąsiednimi łąkami. Musi wykarmić młode, więc pracuje niestrudzenie. Znacie głos myszołowa?

A potem, kiedy już plecy mówią mi, że czas wracać i odpocząć, idę i mam taki widok:

100_9615

 

Wrócę, coś przegryzę i pójdę do ogrodu, tam też dużo pracy…

100_9616

100_9617

100_9618

Wszystkiego dobrego, kochani! :D

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 32 obserwujących.

%d bloggers like this: