Bieszczady i Słowacja po raz pierwszy   8 comments


Po raz pierwszy dla nas oczywiście – do tej pory nie mieliśmy okazji, aby zobaczyć ten zakątek Polski i Słowacji.

Podróż trwała w sumie 12 godzin, więc przyjechaliśmy dość mocno zmęczeni. Od razu ugoszczono nas doskonałym obiadem w stylowym zajeździe.

Zwiedziliśmy mnóstwo ciekawych miejsc, poznaliśmy wspaniałych ludzi. Dowiedzieliśmy się, że przed przeprowadzeniem akcji „Wisła” w Bieszczadach żyło bardzo wielu Żydów, a śladem ich pobytu tutaj są m.in. kirkuty, czyli żydowskie cmentarze, z mnóstwem macew, czyli kamieni nagrobnych.

We wsi Zatwarnica zobaczyliśmy prawdziwe cuda – cudeńka. Szkołę dla trzynaściorga dzieci (następna najbliższa szkoła ponad 30 km!) i… odtworzoną chatę bojkowską. Historia odtworzenia chaty jest arcyciekawa. Otóż chatę znaleziono w bieszczadzkich ostępach i chciano ją po prostu przenieść. Jednak w czasie jej rozkładania już okazało się, że raczej nie będzie to możliwe, niektóre elementy chaty były zbyt zniszczone. Rada w radę, postanowiono przenieść do Zatwarnicy to, co się da, brakujące części odtworzyć, a chatę potem urządzić i przystosować, aby służyła jako świetlica wiejska i wiejski ośrodek życia kulturalnego. Należało jednak znaleźć kogoś, kto będzie potrafił brakujące elementy odtworzyć. I znaleziono – wędrownych cieśli! Grupa młodych ludzi z Niemiec, wędrująca po Europie i uprawiająca ciesiołkę, zgodziła się przyjechać do Zatwarnicy i chatę odtworzyć. Pracowali tutaj przez 3 miesiące, tylko za wikt i miejsce do spania, a całą chatę odtworzyli. Pracowali w białych koszulach, kapeluszach czarnych, wystrojeni jak do stołu, a nie do pracy… Jeden nawet żonę sobie znalazł w Zatwarnicy! I pracowała z nimi jako cieśla młoda dziewczyna, drobna Austriaczka w wieku lat dwudziestu kilku! Cieśle zostawili swój znak na chacie – całkiem tak, jak średniowieczni cieśle wędrowni. Proszę, oto chata bojkowska w całej okazałości:

A tutaj znak ciesielski:

No i kilka obrazków jesiennych Bieszczad – uwielbiam góry jesienią!

Byliśmy tez w miejscowości Hoczew, gdzie poznalismy absolutnie fantastycznego człowieka i artystę – Pana Zdzisława Pękalskiego. Pan ten z taką swadą, z takim zacięciem i taka pasją opowiadał nam przez ponad godzinę o swoim życiu w Bieszczadach, o swojej pasji i o pracy artystycznej, że gdyby cały dzień mieć, to i to za mało byłoby. Gdybyście kiedyś byli w pobliżu Hoczwi, koniecznie postarajcie się umówić na spotkanie z Panem Zdzisławem, a dostąpicie honoru poznania zaiste niezwykłej osobowości!

Tutaj kilka jego prac – nigdy nie rzeżbi w niczym innym jak w spróchniałym drewnie, które uschło, leżało zwalone w potoku górskim bądż zostało wyrzucone przez kogoś na śmietnik. Jego dzieła, wszystkie o tematyce religijnej, budzą naprawdę zachwyt, zwłaszcza, że uwielbia np. tworzyć ikony malowane w … korytach świńskich!

Cudowna jest historia spalonego anioła – powstał z belek, pochodzących ze spalonej cerkwi drewnianej, pożar powstał tam w wyniku zapalenia się instalacji. Z belek wyciągniętych z pogorzeliska powstają anioły – znajdą potem swoje miejsce w tej cerkwi, z której pochodzą, po zakończeniu jej odbudowy.

A rozkudłana wiedźma – czyż nie jest cudowna?

Dochodzę do wniosku, że nie da się opowiedzieć Wam wszystkiego w jednym wpisie.

Będzie więc jeszcze Słowacja i Bieszczady po raz drugi – na blogu tym razem. Mam nadzieję, że nie będziecie się nudzić!😀

Posted 24 Październik 2010 by podsosnami in Dookoła naszego kawałka świata

Tagged with , ,

8 responses to “Bieszczady i Słowacja po raz pierwszy

Subscribe to comments with RSS.

  1. Och, tylko pozazdrościć takiej wyprawy. Chociaż góry uwielbiam, to w Bieszczadach nigdy nie byłam. Jesienne krajobrazy są cudne. No i prace pana Zdzisława – niesamowite.

  2. Cudne krajobrazy!! Aż westchnęłam z zachwytu🙂 A dzieła pana Zdzisława – zadziwiające! Z niecierpliwością czekam na drugą część opowieści🙂

  3. Jeszcze kilka rzeczy pana Zdzisława pewnie Wam pokażę, bo to naprawdę zadziwiający artysta.
    Mam nadzieję, że następny wpis nie będzie bardziej nudny niz ten!😉

  4. Piękne Anetko! Jesień przypomina moją jesień w ojczyźnie. Cudne widoki i cudne dzieła Pana Zdźisława. Czekam na c.d.

  5. ta czarownica na gnotku mi sie podobo🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: