Przyjaciółki, towarzyszki dzieciństwa moje…   9 comments


Cały luty myślę zawsze o nich. Moją pierwszą przyjaciółką była Małgosia. Mieszkała z rodzicami piętro niżej, była śliczną dziewczynką, doskonałą uczennicą i bardzo zabawną i lojalną towarzyszką zabaw. Ileż to razy grałyśmy w jednej drużynie w podwórkowe dwa ognie, ileż różnych zajęć razem przerobiłyśmy w podwórkowej świetlicy TPD, ile godzin spędziłyśmy na zabawie z lalkami i opowiadaniu sobie dziecięcych sekretów!

Małgosia potem  wyjechała z naszego miasta, jej rodzice się rozstali. Straciłyśmy ze sobą kontakt…

Potem poznałam Elę. Ela wyglądała tak, że dzisiaj z pewnością byłaby jedną ze światowych top modelek. Wysoka (ponad 180 cm), szczuplutka, jadająca dokładnie tyle samo, co my i nie tyjąca w ogóle. Buzię miała drobną, rysy regularne, niebieskie oczy i burzę włosów. Dorastałyśmy razem, w dziewczyńskiej symbiozie. Znałyśmy swoje najskrytsze sekrety, opowiadałyśmy sobie wszystkie sprawy, stałyśmy zawsze murem za sobą. I nigdy żadna nie była zazdrosna o inne koleżanki tej drugiej. Ela w dzieciństwie została wyrwana śmierci, bo udało się wyleczyć u niej białaczkę. Uprawiałyśmy żeglarstwo namiętnie i zawzięcie, ja pokochałam rejsy morskie, Ela żeglarstwo regatowe, pływałyśmy więc bardzo dużo, poznawałyśmy nowe miejsca i nowych ludzi i zawsze było nam bardzo do siebie blisko.

W liceum poznałam Wioletkę. Była piękną blondynką o wyrazistych rysach, zawsze roześmianą i pełną pogody ducha. Bardzo lubiła śpiewać, więc chodziłyśmy razem na zajęcia śpiewu w domu kultury, śpiewałyśmy radośnie na ogniskach i na imprezach miejscowych, zwłaszcza, że i Ela śpiewać lubiła.

Razem w Elą i Wioletką tworzyłyśmy znakomitą trójkę, Wioletka też polubiła żeglarstwo i dzieliła z nami naszą pasję. Zwłaszcza, że szanty takie piękne do śpiewania były!

Wioletka wyszła potem za mąż za kolegę, którego sama jej wyswatałam. Urodziła im się urocza córeczka, Bogdan wyremontował piekne mieszkanie na poddaszu.

Ela także wyszła za mąż, jej córeczka urodziła się kilka miesięcy wcześniej niż mój pierwszy syn.

Małgosia wyjechała do Hamburga, także i ona urodziła córeczkę.

Pierwsza umarła Wioletka – zabił Ją rak. Miała zaledwie 24 lata. Zostawiła maleńką córeczkę i  męża.

Kilka lat potem zginęła Małgosia, zastrzelona przez bandytę w Hamburgu.

A w przyszłym roku minie dziesiąta rocznica śmierci Eli, także pokonanej przez raka.

Wszystkie odeszły w lutym.

Tęsknię za Wami, przyjaciółki moje, towarzyszki dzieciństwa i młodości.

Luty to paskudny miesiąc.

I nie zaprzyjaźniam się z nikim. Bo odejdzie na zawsze.

Posted 26 Luty 2011 by podsosnami in Mój kawałek świata

9 responses to “Przyjaciółki, towarzyszki dzieciństwa moje…

Subscribe to comments with RSS.

  1. Smutne. Niestety takie jest życie, że daję ale też odbiera. Dobrze, że zostawia nam wspomnienia, bo dzięki temu ludzie którzy odchodzą na zawsze, wciąż zostają w naszej pamięci i naszym sercu.
    Stamtąd już nie odejdą.
    p.s. Też nie lubię luty, to miesiąc w którym umarł mój Tata. 😦

  2. Smutny miesiąc, smutny … jednak zawsze będę dziękować Mu, że zostawił nam Ciebie, Depsiu …
    ściskam mocno i zostawiam buziaków moc!

  3. Depsiu,
    smutna opowieść…
    Mój Tato też odszedł w lutym, dla mnie początek tego miesiąca jest strasznie trudny. Potem są urodziny mojego synka, więc robi się radośniej, aż w końcu nadchodzi marzec🙂

    Trzymaj się kochana, jeszcze parę dni i koniec tego okropnego miesiąca!

    PS. A zaprzyjaźniać się trzeba! Przyjaźń jest piękna, choćby dana tylko na jakiś czas. I potrzebna! Nie rezygnuj z niej!

    Buziaki!

  4. Dziękuję Wam, dziewczynki – dobrze wiedzieć, że ktoś myslą i słowem wspiera, jak się człowiekowi zbierze na smutki.
    Aniu, nie chcę się już tak blisko zaprzyjaźniać, boję się, że znowu komuś pecha przyniosę.😦
    Bardzo Was lubię, dlatego lepiej, jak nie będziecie zbyt blisko mnie. Czasem tak bywa, co zrobić…

  5. Wiesz Anetko, szczęśliwe były Twoje przyjaciółki mając ogrom Twojej przyjaźni, jeżeli – w Twojej opinii – my mamy tylko jej fragmencik, dla naszego dobra …
    Smutasku nasz kochany🙂

  6. To dobrze, że wspominasz te przyjaźnie z taką ilością pozytywnych emocji. Przykre, że nie żyją. Kto wie, jak by to było dzisiaj? Też miałam kilka przyjaciółek. Wszystkie żyją. Życzę im wszystkiego dobrego. Tylko jedna z nich pozostała wierną i prawdziwą, taką od serca, niezawodną.

  7. Ech, smutny ten wpis….aż brak słów, żeby wyrazić co poczułam czytając go😦 Niestety życie ma różne barwy…..A Ty moja droga nie zamykaj się na przyjaźnie, bo są piękne, nawet jeśli krótkotrwałe. Ja nie mam żadnej przyjacółki i wcale nie jest mi z tym dobrze. I nie wmawiaj sobie że ich odejście to Twoja wina!!!
    Tulam Cię mocno.

  8. Ja też mam przyjaciółkę z dziecinnych lat, mieszkałysmy w sąsiadujących kamienicach, takie dwie papużki nierozłączki do pewnego czasu, potem inne szkoły średnie, śmierć Jej ukochanej Mamy, bunt przed nową żoną ojca i decyzja o opuszczeniu domu rodzinnego i wyjechaniu do innego miasta.
    Ja też zmieniłam miejsce zamieszkania i właściwie kontakt nam się urwał do czasu…
    Dzięki NK odnalazłyśmy się po 37 latach od dwóch lat prowadzimy intensywnie rozmowy, staramy się nadrobić stracony czas. Nestety moja przyjaciółka jest poważnie chora na raka, walczy dzielnie, ale jak to długo potrwa…..
    Tak bym chciała się z Nią spotkać, dzielą nas setki kilometrów, Ona chora a, ja ze względów rodzinnych nie mogę ruszyć się z domu.
    Trzeba mieć nadzieję…….
    Przytulam Cię Anetko to nie Twoja wina, to KTOŚ tam na górze zadecydował o losie Twoich Przyjaciółek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: