Dzień świra na wsi   20 comments


Ranek wstał piękny i pomyśleliśmy, że wreszcie po wielu perturbacjach i przeszkodach uda się dzisiaj posiać zboże na polu.

Siew w połowie maja! Samo to już tworzy jakąś paranoję, ale… lepiej późno niż wcale, może jednak zdąży dojrzeć.

Książę Małżonek wyprowadził najpierw w pole swego rumaka na wielkich kołach i jeszcze raz pole przebronował, bo jakieś niedorobione mu się wydało.

Ja chwyciłam motyczkę w dłoń i obhakałam dwie grządki cebuli. Wydawało się, że wszystko idzie gładko…

Zgłodniałam, Książę Małżonek zaproponował, że skoro zjeżdża z broną z pola, to przygotuje swoją najlepszą na świecie kawę, a ja dokończę grządkę i przyjdę prosto na pachnący cynamonem specjał.

Kawa, jak zawsze, była znakomita, śniadanie też. Zadowolona z kawy i z siebie, ruszyłam do dalszej pracy. Trawa wyrosła do pół łydki i wyżej na podwórzu i za stodołą, czas najwyższy był, by ją skosić. Niemal śpiewajęcy poprosiłam o wytarganie kosiarki ze stodoły i odpalenie jej, bo sama nie dam rady. Kosiarka prosto z przeglądu przedsezonowego odebrana, powinno się kosić jak ta lala. Ruszyłam. Nie minęło 30 sekund, kiedy kosiarka wyła jak potępieniec na mękach, ale kosić ani myślała. Wkurzona po kilkukrotnych bezowocnych próbach koszenia, postanowiłam wywlec małą kosiareczkę elektryczną, chociaż od ulicy przed płotem skosić tę trawę. Rozłożył mi Książę Małżonek kabel (tylko on zna tajniki jego podłączania), wpięłam go w kosiarkę i z westchnieniem ruszyłam. Nie minęło 30 sekund, kiedy kosiarka wyła jak potępieniec na mękach, ale kosić ani myślała…

Aaaaaaa!!!! To co ja mam robić???! No dobra, niech te kosiarki głupie gęś kopnie, pójdę wobec tego wyplewić grządkę ziołową, trochę porządku na skalniakach i grządkach zrobić.

Książę Małżonek ruszył w pole siać.

Nie minęło 30 minut, kiedy traktor tarabanił ze wszystkich sił, ale słuchać kierownicy ani myślał.

Koła mu skręciły w prawo i tak mu zostało, nawet kiedy Książę Małżonek kręcił kierownicą ile sił – traktor jechał li i jedynie w kółko, kręcone wyłącznie w prawą stronę.

Pole niedaleko jest od domu, jak się dobrze wsłuchać, to słychać pracujący na nim traktor.

Jednak wsłuchiwanie się dało rezultat zgoła inny od oczekiwanego – traktora nie dało się usłyszeć, za to w sieni dało się słyszeć mamrotane pod nosem inwektywy, które były wygłaszane konsekwentnie i mocno nieprzyjaznym tonem w stronę wrednej maszyny.

Po kilku próbach, na przemian nadziei i beznadziei w oczach Gospodarza, wyszło na jaw, że teraz to ten traktor nas nie posłucha i pojedzie wyłącznie tam, gdzie sam zechce.

Kilka telefonów do zaprzyjaźnionych specjalistów zaowocowało zdumiewającym sposobem na ściągnięcie wrednego metalowego przedmiotu z powrotem do domu. Złośliwe bydlę zostało uruchomione na absolutnie minimalnych obrotach, jechało z prędkością taką, że pieszy mógłby je obchodzić dokoła w czasie tej „jazdy”. A zgrzytający zębami traktorzysta kierował pojazdem – widmem za pomocą… ręcznego przestawiania kół w czasie ruchu, na jezdni, popychając je we właściwą stronę! Zjechanie z pola do domu i pokonanie tym samym odległości rzędu 700 – 800 m zajęło prawie godzinę. Oto fotograficzne dowody ruchu pojazdu – widma po drodze powiatowej w naszej wsi.

Chciałam powiesić w sypialni nowe zasłony, które uszyłam. Oberwał mi się karnisz.

Poddaję się, nie drgnę dzisiaj więcej!!!

CAM00095

W prawo, jeździ się po prawej stronie drogi, czerwony diable!!!

CAM00099

Teraz w lewo, nie jedziemy do rowu!!!

Wsi spokojna, wsi wesoła…👿

Posted 13 Maj 2013 by podsosnami in Mój kawałek świata

Tagged with , ,

20 responses to “Dzień świra na wsi

Subscribe to comments with RSS.

  1. Oj:) To rzeczywiście Dzień Pełen Przygód:) Ale Anetko, co nie zabije, to wzmocni:) Pozdrowienia cieplutkie i powodzenia w działaniach!!!

  2. Czasem tak bywa, że za co się człowiek złapie to nie wychodzi. Trzeba wrzucić na luz i poczekać na lepszy czas. Powodzenia i pozdrawiam.
    Świetna relacja.

  3. ja też dziś miałam pod górkę- jutro będzie z górki:)

  4. Dobrze, że w końcu zwalczyłam wiarę w pechową 13-stkę, bo miałabym wodę na ten młyn;) A więc pozostaje westchnąć: są takie dni w tygodniu… Jutro na pewno będzie lepiej – teraz musi być już z górki:)))

  5. Cóż 13 ma swoje prawa. ja choć po raz kolejny walę głową w czy -o drzwi szafki tłumaczę sobie ; spokojnie, nic to…
    A w sobotę widziałam malutkie kłosy. Jak w przysłowiu Zofija kłosy rozwija…a znajomi siali gorczycę, taką na kompost czy coś potem…może i zdąrzycie przy następnym podejściu.
    Trzymaj się, plecy i ręce też nie ze stali dali!

  6. U Was jest tak pięknie, że nic nie popsułoby mi tam humoru.
    Pozdrawiamy🙂

  7. Dziękuję za dobre słowo wszystkim – mam nadzieję, że to ostatni dzień świra (przynajmniej w tym roku), bo myślałam, że mnie na miejscu…😉😆

  8. No nieźle, nieźle🙂 pocieszę cię, że to się podobno zdarza raz w życiu😛 A karnisz … mnie się też ostatnio urwał, a właściwie „tylko przechodziłam koło niego a on wziął i spadł mi na głowę”😀

  9. A jednak 13 zrobił swoje… naprawdę wkurzający dzień mieliście. mam nadzieje, że to jednorazowa złośliwość przedmiotów martwych ! powodzenia w pracach polowych.

    Ewa z Przytulnego Domu
  10. Ojej, jak się uśmiałam (przepraszam ;)) z tej historii. Cudnie ją opisałaś!

    • Chociaż tyle pożytku z tego dnia, że niektórym przyczynił uśmiechu na twarzy. To i tak nie wszystko, bo nie opisałam, że tego samego dnia z rana zadzwoniła pani z nc+ z ofertą nie do odrzucenia i prawie krzyczała na mnie, że będą wydzwaniać, bo system mnie wybiera i już, jakieś 5 godzin póżniej druga pani z nc+ z ofertą nie do odrzucenia, a godzinę po niej listonosz przyniósł list z nc+ z ofertą nie do odrzucenia!!!

  11. 🙂 u nas to się nazywa ” jak nie urok to sraczka „…niezły dzień, ja ostatnio miewam same takie…

  12. ale kabinka w traktorze jest świetna!!!

  13. He he he:) Złośliwość rzeczy martwych, jak się coś psuje, to od razu ciągiem. Dobrze, że nieczęsto się zdarza. Masz dryg do narracji, porządny uśmiech mam na twarzy:) Sympatycznie się to czyta, choć domyślam się, że pewnie przeżywać te perypetie nie było przyjemnie.

  14. I wredna jestem, bo same nieszczęścia, a ja tu prycham ze śmiechu, ale tak to obrazowo opisałaś:) Niestety tak już jest, że jak sie psuje to wszystko naraz. Jutro będzie lepiej, a w ogródku i na polu będzie zielono!!!
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: