Archive for the ‘Pieczywo domowe’ Category

Zapraszamy na warsztaty serowarskie!   7 komentarzy

Rzadko bardzo tutaj piszę o sprawach czysto agroturystycznych, ale TAKIEJ okazji pominąć nie mogłam. Zapraszamy serdecznie wszystkich chętnych na warsztaty serowarskie i piekarnicze w naszym gospodarstwie, pierwsze! 😀

Zrobimy sery domowe – mozarella, domowy ręczny, ricotta, gouda… Upieczemy pyszny chleb na zakwasie, ziołowy, pachnący, fantastyczny. Nastawimy zakwas dla wszystkich uczestników warsztatów, żeby mogli wziąć go do domu i tam uraczyć całą rodzinę znakomitym pieczywem. będzie dużo pracy ale i dużo śmiechu i jeszcze więcej pysznego jedzenia, domowego, bez grama chemii spożywczej! Uczestnicy warsztatów mają gwarantowany nocleg i wszystkie posiłki, będzie więc smacznie i radośnie. TUTAJ mnóstwo zdjęć z naszego gospodarstwa, a warsztaty odbędą się w dniach od 18 do 20 lipca. Po wszystkie szczegóły zapraszamy do nas na maila: dompodsosnami@interia.pl.

Poniżej zdjęcia z warsztatów, które stały się dla nas inspiracją – serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy Akademii Siedliska pod Lipami!

100_8397

 

100_8401

100_8407

100_8442

chleb

Do pysznego zobaczenia! 😀

Dobroczynny orkisz   20 komentarzy

Przeglądałam ostatnio internet w poszukiwaniu przepisów na pieczywo orkiszowe. Wiele z Was pewnie słyszało już o tym zbożu, mającym doskonałe właściwości odżywcze i zdrowotne. Niestety, mąka orkiszowa jest bardzo droga, ale to bardzo. Niecały kilogram potrafi kosztować nawet 12 zł!!! 😮

A orkisz to zboże bardzo wartościowe. Przytoczę za artykułem D. Sztaby:

„Jest to gatunek zboża znany już od około 7-8 tysięcy lat p.n.e., a
pochodzący z rejonu Azji, prawdopodobnie z terenu dzisiejszego Iranu. Odnaleźć można informacje, że w czasach starożytnych stanowił on znaczącą część diety rzymskich gladiatorów. Ale szczyt popularności zboże to osiągnęło w okresie średniowiecza, kiedy jego zalety prozdrowotne wychwalała sama święta Hildegarda:
Orkisz to najlepsze zboże, jest on ciepły (polepsza krążenie) i tłusty, (wzmacnia system nerwowy) i mocny, (dodaje energii) i łagodniejszy niż inne gatunki (delikatny w smaku). Temu, kto go je, daje dobre mięśnie (nie powoduje nadwagi) i dobrą krew (zapobiega miażdżycy) i wywołuje w duszy człowieka pogodę i radość. Orkisz jest zawsze dobry i łagodny niezależnie od postaci, w jakiej go spożywamy, czy to w chlebie, czy w innych potrawach”.

I dalej za p. Sztabą:

„Cóż takiego znajduje się w tym wydawałoby się zapomnianym już zbożu, że znów staje się coraz popularniejszym? Przede wszystkim wykazano, że orkiszowe białko charakteryzuje znacząco wyższa jakość biologiczna i stopień strawności w odniesieniu do innych zbóż. Również tłuszcz orkiszu jest lepszej jakości i zawiera większą ilość mononienasyconych kwasów tłuszczowych (MUFA). Dodatkowo stanowi dobre źródło witamin A, D i E, a właściwości przeciwutleniające tokoferolu są o jedną trzecią większe niż tego pochodzącego z pszenicy zwyczajnej (Triticum vulgare). Kolejnymi
składnikami frakcji lipidowej orkiszu są swoiste fitosterole, którym przypisuje się cenne właściwości obniżania poziomu niebezpiecznego cholesterolu. Natomiast ze względu na orkiszowe mukopolisacharydy pojawia się coraz więcej głosów, że zboże to w korzystny sposób wpływa na funkcjonowanie układu odpornościowego człowieka. Mąka orkiszowa
zawiera dwukrotnie mniejszą ilość maltozy, która jest główną przyczyną wzrostów poziomu glukozy we krwi, w zamian za to jest bogatsza we wcześniej wspomniane kwasy MUFA, które zdolne są obniżać indeks glikemiczny. Ponieważ pszenica ta stanowi bogate źródło kwasu krzemowego, jej spożywanie świetnie wpływa na stan włosów, paznokci, czy też skóry.  Wykazano większą w porównaniu z tradycyjnie używaną pszenicą obecność witamin z grupy B: B1, B2, PP oraz miedzi, manganu, cynku, fosforu i potasu. Niestety, należy dodać, że orkisz nie jest całkowicie bezpieczny dla osób chorych na celiakię, ponieważ zawiera jednak pewne ilości glutenu. Odnaleźć można zdania, że dopuszczalne jest wówczas spożywanie produktów z orkiszowej mąki pełnoziarnistej. Warto zaznaczyć, że dzięki swym plewom pszenica ta jest o wiele lepiej zabezpieczona przed niekorzystnym wpływem rozmaitych zanieczyszczeń niż inne jej odmiany. Dodatkowo orkisz jest zbożem ekstensywnym, które nie znosi sztucznego nawożenia, wówczas rośnie jedynie w górę i bardzo źle plonuje. Toleruje jedynie kompostowanie, tak więc pewni możemy być jego ekologicznej czystości. Szczególnie cenną właściwość orkiszowego ziarna stanowi opcja
zbioru w różnych stadiach jego rozwoju. Cenione jest tzw. „zielone ziarno”, które bogate jest w białko i minerały, a ubogie w skrobię. Po pozbyciu się plew i poddaniu procesowi suszenia zaleca się mieszać je z jogurtem, lub też przetwarza się na sosy, zupy, kotlety. Z orkiszu otrzymuje się odplewione ziarno, które po procesie polerowania otrzymuje nazwę orkiszowego ryżu, ziarno poddaje się też prażeniu. Najbardziej znany wydaje się być orkiszowy, długo świeży chleb. Spotkać można wyrabiane z mąki tego zboża wafle i ciastka. Dostępna na rynku jest mąka razowa i biała, otręby, płatki, kasze, makarony. Służy do wyrobu kawy, piwa, ekskluzywnych wódek i spirytusu.”

O orkiszu można jeszcze wiele dobrego powiedzieć, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę jego nazwę, a natychmiast pokaże się nam wiele stron omawiających jego zalety.

Dla dociekliwych zamieszczam prezentację obrazującą wartości odżywcze orkiszu, prezentacja jest do pobrania TUTAJ.  Na tej samej stronie wiele innych ciekawych informacji na temat tego zboża.

Jeśli ktoś chciałby spróbować, można to zboże u nas kupić  KLIK.  Zapraszam do nabycia mąki orkiszowej razowej oraz  ekologicznego orkiszu certyfikowanego, ziarno niełuskane i luskane – do wyboru. Wystarczy kupić takie zboże, zmielić w młynku ręcznym lub elektrycznym i – mamy fantastyczną, absolutnie pełną mąkę orkiszową! Cena jednego kilograma takiego zboża wynosi 5 zł, minimalne zamówienie to 5 kg, żeby koszty przesyłki nie przekroczyły kosztów zamówienia. ;))

Misiek nasz, bidulek, już prawie doszedł do siebie, futerko jego wygląda dużo lepiej, a sam kotek widać, że czuje się doskonale. 😀

Dzisiaj pewna moja koleżanka z forum wpadła na doskonały pomysł, który zapisuję ku pożytkowi innych właścicieli kotów: warto takiego utytłanego kota utytłać dodatkowo – w mące ziemniaczanej! Skrobia doskonale wchłania tłuszcze, jest szansa, że po wytarciu kotka z mąki futerko będzie w duuuużo lepszym stanie! Kasiu – dziękuję za pomysł raz jeszcze!

No to spójrzcie, jak ten nasz orkisz sobie rósł.

I właśnie ten orkisz Wam oferuję. Zdrowo,  smacznie i  niedrogo!!!

Ściąga z zakwasu ;)   Leave a comment

Obiecałam, że zamieszczę sposób na sporządzenie zakwasu do chleba. Co prawda ja sama nie robiłam (opisałam kiedyś całą historię z moim zakwasem 😆 ), ale wiem, gdzie jest doskonałe xródło informacji.

Zajrzyjcie, proszę tutaj – i wszystkie tajemnice zakwasu i pieczenia chleba zostaną przed Wami odkryte. Polecam! 😀

Posted 31 stycznia 2010 by podsosnami in Pieczywo domowe

Tagged with , , , ,

Chleb na zakwasie po czasie   Leave a comment

Oczywiście – po czasie prób i dochodzenia do optymalnej dla nas receptury…

Pokażę Wam dzisiaj jak piekła swój pierwszy chleb w życiu pani Ela, która gościła w naszym gospodarstwie.

Najpierw zebrałyśmy prawie wszystkie potrzebne składniki:

2 kg mąki pszennej typ 650

0,75 kg mąki żytniej

3 płaskie łyżki soli

3 czubate łyżki ziół (do wyboru: prowansalskie, bazylia, majeranek, rozmaryn, oregano, kminek, tymianek – co kto lubi)

1 paczka łuskanego słonecznika (mogą być inne ziarna: dynia, czarnuszka, siemię lniane, płatki owsiane itp.)

zakwas – ja dodaję ćwierć litrowego słoika.

Najpierw mieszamy wszystkie suche składniki, używamy do tego łyżek drewnianych lub łopatek do smażenia, też drewnianych.

Kiedy wszystko już pięknie wymieszane na sucho, rozprowadzamy nasz zakwas ciepłą wodą (zwykle po prostu dopełniam słoik do końca) i dobrze mieszamy – zakwas w takiej postaci łatwiej się rozprowadzi po cieście. Teraz taki rozrzedzony zakwas wlewamy do ciasta. Dodajemy jeszcze ciepłej wody – tak, aby w sumie do zakwasu i ciasta nie dodać więcej niż 2,5 l wody. Pamiętajcie, aby woda nie była zbyt gorąca, bo zginą bakterie w zakwasie i cały nasz trud pójdzie na marne!

Teraz wszystko starannie mieszamy naszymi łyżkami. Będzie dość gęste, ale za rzadkie, aby wyrabiać je ręką.

Teraz pozostaje wypełnić ciastem do połowy lub nieco niżej foremki keksowe wysmarowane olejem i pozwolić ciastu rosnąć. najlepiej ciasto zarobić wieczorem, foremki wstawić od razu do zimnego piekarnika i niech sobie ciasto rośnie aż do rana. Powinno wyrosnąć tak, aby wypełnić foremkę prawie w całości, centymetr od jej brzegu – jeśli nie wyrosło z powodu chłodu, po prostu włączcie piekarnik na 50*C na 3 – 4 minuty, zrobi się tam ciepło, a nie gorąco i ciasto powinno rosnąć. Pamiętajcie, że ciasto, które rosło ponad 12 godzin, może być zbyt kwaśne w smaku.

Wyrośnięte ciasto pieczemy – ja zazwyczaj po prostu włączam piekarnik na żądaną temperaturę, nie wyjmując z niego wyrośniętego ciasta.

Piekę 45 minut w temperaturze 200*C, potem zmniejszam do 180*C i dopiekam jeszcze 25 minut.

No i proszę – pierwszy chleb pani Eli gotowy!

Wierzch:

I spód, pięknie wypieczony:

Smacznego!

Posted 17 stycznia 2010 by podsosnami in Pieczywo domowe

Tagged with , , , , , ,

Chleb na zakwasie   2 komentarze

Chodziłam wokół tego tematu jak pies koło jeża. I chciałam, i bałam się. Nawet raz zimą nastawiłam zakwas, ale chyba za zimno mu było i nic z niego nie wyszło.

Ale – dostałam zakwas od dziewczyny z zaprzyjaźnionego forum – Muratora, oczywiście. No to wzięłam się do pracy.

Cwana bardzo chciałam być. Jak już dorwałam się do tego zakwasu od Janinki-Amorki (kochana dziewczyna!), to myślę sobie: “wypróbuję różne przepisy”. Ten pierwszy fajny był, ale chlebek mały jakiś i blady trochę. No to, myślę sobie, wypróbuję przepis Janinki-Amorki. Ale… Zawsze piekłam chlebek w 3 długich wąskich blaszkach. Patrzę na ilośc składników i myślę: “Na pewno nie wystarczy tego ciasta na 3 spore chlebki. Trzeba zrobić z podwójnej ilości.”
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Oczywiście uznałam, że koniecznie muszę zmienić nieco recepturę, na “swój strój”. Ciasto zamiesiłam, pięknie wyglądało. Nałożyłam do połowy wysokości 2 foremek wąskich i długich, takich na całą długość piekarnika w kuchence. Odłożyłam do słoika na następny chlebek.
Ponieważ wieczór był, pomna na to, co inne dziewczyny wypróbowały, wstawiłam obie blaszki do lodówki na noc, zakwas też tam powędrował.
Rano przed 6 wstałam, idę do kuchni.
W całej kuchni czuć zapach ciasta chlebowego. 😮
Otwieram lodówkę…
Ciasto jest WSZĘDZIE!!!
Wylazło z foremek, poszło na spacer po półkach, wlazło w te balkoniki/półki na drzwiach lodówki…
Nie przejęło się zakręconym wieczkiem słoiczka i też wylazło…

Na szczęście udało mi się odkroić nadmiar ciasta spływający malowniczo po bokach foremek i szybciorem wstawić je do pieczenia.
Teraz mam 2 pełne litrowe słoiki twist z ciastem zakwaszonym i latam co chwilę sprawdzić, czy jeszcze nie wylazło…

Chlebek już stygnie – wyszedł pięknie, równiutki, nie popękany, tyle, że nie wiedzieć czemu ma bardzo ciemny wierzch. Chyba mu następnym razem zmniejszę trochę temperaturę początkową pieczenia.

Na wszelki wypadek podam Wam tę moją recepturę – tylko uważajcie, może szybko rosnąć… 😆

No to tak:
– 1/4 litrowego słoika zakwasu
– 2 kg mąki pszennej 650
– 2/3 szklanki otrąb pszennych
– 2/3 szklanki mąki żytniej
– 2 łyżki stołowe soli (dałam takie “z biustem”, ale jak dla mnie i tak za mało, następnym razem dodam więcej )
– zioła prowansalskie wg uznania
– około 2,2 l ciepłej wody – tyle, żeby ciasto było maziaste, a nie pierogowate (mam nadzieję, że to zrozumiałe jest… )

Najpierw wymieszałam dokładnie wszystkie suche składniki, potem do zakwasu dodałam trochę tej ciepłej wody i dobrze wymieszałam, żeby rozchodził się łatwo po cieście. Potem taki rozrzedzony wodą zakwas wlałam do suchych składników i dolewałam ciepłej wody, mieszając cały czas. Dolewałam do chwili, gdy stało się jasne, że ciasto jest zbyt rzadkie, żeby mogło odstawać od ręki – takie właśnie, rzadkie dość, ma być. Teraz foremki posmarować olejem i ciasto wkładać do foremek. Odłożyć trochę do następnego pieczenia!!!
Spryskać wyrośnięte ciasto wodą i do piekarnika, rozgrzanego do 220*C (przypiekł się – następnym razem wstawię do 200*C). Piec przez 45 minut, potem zmniejszyć do 180*C i dopiekać, aż zacznie odchodzić od brzegów foremek, jakieś 20 minut.
Gorące wyrzucić z foremek, wierzchy dobrze spryskać wodą, nawet 2-3-krotnie, żeby zmiękły.
Smacznego!!!

Posted 16 stycznia 2010 by podsosnami in Pieczywo domowe

Tagged with , , , , , ,

Bułeczki dla leniuchów   Leave a comment

Jakkolwiek na sercu ciężko by nie było, trzeba żyć dalej. No i jeść.

Dobre jedzenie potrafi czasem naprawdę poprawić nastrój, a już jego przygotowanie to prawdziwa terapia. Prawdę mowiąc, nigdy nie sadziłam, ze kiedyś coś takiego napiszę – przecież ja nie lubię gotować!

No to do rzeczy. Bułeczek nam się zachciało. Niby nic, ale jak już czlowiek naumiał się ten fajny chlebek piec, to i bułeczek się chce. No i powstały bułeczki.

Trzeba wziąć

1 kg mąki pszennej (może byc typ 650 albo jakikolwiek inny)

1 kostkę drożdży (10 dag)

1 łyżkę cukru

1 łyżkę soli

1/2 l ciepłej (nie gorącej!) wody

8 łyżek oleju lub oliwy z oliwek

ewentualne dodatki smakowe: zioła, ziarna, przyprawy, smażona cebulka, płatki owsiane i co tam kto lubi

Z drożdży i cukru przygotować rozczyn. Zanim drożdże ruszą, w miseczce zmieszać resztę składników. Dodać drożdże, które ruszyły, zarobić ciasto – powinno byc miękkie, w razie, gdyby za bardzo sie kleiło, trzeba podsypywać mąką.

Potem zostawić ciasto do wyrośnięcia w ciepłym miejscu, przykryte ściereczką. Powinno podwoić swoją objętość.

Jak wyrośnie, to znowu lekko wyrobić. Ręką “utytłaną” w mące odrywać kawałki, formować kule i układać na natłuszczonej olejem blaszce. Zostawiać przerwy, bo bułeczki jeszcze wyrosną. Znowu odstawić w ciepłe miejsce, niech rosną.

Jak podrosną, to można z wierzchu posmarować rozkłóconym jajkiem albo samym białkiem, ja jeszcze posypałam płatkami owsianymi.

Rozgrzać piec do 220*C i wstawić do gorącego bułeczki. Piec 10-20 minut na złoty kolor.

Moje wyszly pyszne: chrupiące, ale nie stwardniałe, mięciutkie w środku, znakomite. 24 bułki zniknęły w ciagu 1 dnia!

Zachęcam więc i Ciebie, drogi Gościu, do przygotowania własnych bułeczek. O, takich:

Posted 13 stycznia 2010 by podsosnami in Pieczywo domowe

Tagged with , ,

Hospes, salve!   Leave a comment

Witaj, Drogi Gościu! Ponieważ mieszkam na wsi, to chciałabym Cię powitać tradycyjnie – chlebem i solą. Opowiem Ci, jak piekłam ten chleb. Moze kiedyś zechcesz też posmakować najlepszego – bo własnego – chlebka? Najpierw wzięłam 2 kostki drożdży i dodałam do nich 2 łyżki stołowe cukru.

Potem dolałam letniej wody i czekałam – drożdże prawie natychmiast „ruszyły” i zaczęły rosnąć.

Tymczasem do sporej miseczki wsypałam: 2 kg mąki pszennej 650, 200 g otrębów pszennych, po 1 opakowaniu łuskanego słonecznika i dyni, 2 łyżki soli. Wszystko starannie wymieszałam na sucho.

Teraz dolałam do napowietrzonej suchej masy drożdże i jeszcze 5 – 6 szklanek letniej wody. Drewnianą łyżką wymieszałam ciasto – powinno być luźne i kleiste.

Następnie ciasto powędrowało na honorowe miejsce obok kominka, bo tam jest ciepło. Przykryłam je czystą ściereczką i pozwoliłam wyrosnąć raz, lekko zgniotłam i wyrosło drugi raz.

Potem umieściłam je w formach keksowych, takich długich i rosło trzeci raz. Kiedy od połowy wysokości formy po nałożeniu urosło na całą wysokość, umiesciłam je w piekarniku nagrzanym do 200*C.

Piekło się w tej temperaturze 45 minut. Potem zmniejszyłam ogień do 180*C i piekłam jeszcze 25 minut.

No i proszę – pyszny chlebuś, pachnący, z ziarnami! Jeśli lubisz, możesz dodać do niego trochę kminku, posypać makiem przed upieczeniem albo wymyslić inny fajny dodatek. Mam nadzieję,  że godnie Cię przywitałam.

Posted 12 stycznia 2010 by podsosnami in Pieczywo domowe

Tagged with ,

%d bloggers like this: