Archive for the ‘W sosnowej spiżarni’ Category

Wrzosy, wrzosy, lila mgła   10 Komentarzy

Pamiętacie tę starą piosenkę? Zawsze mi się przypomina, kiedy nadchodzi wrzesień i las przybiera wrzosową barwę. Jest we wrzosowiskach coś magicznego, jakaś cisza i spokój, piękno, które przemawia tylko szeptem.

Mam takie swoje ukochane wrzosowiska. Ogromne, bardzo rozległe, niebywale piękne, jak tylko w naszych lasach widuję. Jedzie się betonówką w głąb lasu, długo, jakieś 10 km. I potem…  Zza sosnowej ściany lasu ukazuje się pierwsza przesieka, dłuuuuuga, ogromna. Pierwsza z kilkudziesięciu takich.

Wracając z miasta decydujemy się zboczyć z trasy, zajechać w tę ciszę, zamilknąć, zanurzyć stopy w wilgotnym mchu między wrzosami.

To wyjątkowe miejsce.

A w dodatku po takim spacerze w suszarni wygląda tak:

Jeśli jeszcze nie zrobiliście wszystkich swoich grzybowych słoiczków, to polecam przepis na nietypowy, słodki i bardzo smakowity słoiczek grzybowy!

GRZYBY W CZYSTYM OCCIE

Grzyby oczyszczamy i obgotowujemy w słonej wodzie. Odcedzamy i układamy w słoiczkach. Przygotowujemy zalewę: sam ocet (BEZ WODY!) zagotowujemy z cukrem w proporcji 1:1 (na litr octu kilogram cukru). Gorącą zalewą zalewamy grzyby i pasteryzujemy lub gorące słoiki odwracamy do góry dnem i pozwalamy im tak wystygnąć. Tak przygotowane grzyby mają zaskakujący słodki smak, na pewno uda się Wam zaskoczyć gości, podając im takie właśnie grzybki!

Pozdrawiam wrzosowo oraz grzybowo i życzę wszystkim miłego wieczoru – Wasza gospodyni wiejska.  😀

Reklamy

Posted 2 października 2012 by podsosnami in Mój kawałek świata, W sosnowej spiżarni

Tagged with , , , , ,

A szafa pęcznieje :)   6 Komentarzy

Pogoda nam się zrobiła w kratkę, czasem jest ładnie, a czasem wieje i leje. Niemniej widać już dokładnie, że będzie to rok obfitości! 😀

Obrodziły właściwie wszystkie owoce, letnie jabłka w naszym sadzie już sypią nam obfitością, jesienne też się pięknie zapowiadają, gruszka ugina sie pod ciężarem owoców, jednym słowem trzeba robić zapasy, przerabiać i wekować, aby nic się nie zmarnowało! Do tego zioła rosną w tym roku też pięknie, zebrałam już drugi raz oregano, w kolejce czeka tymianek, a kuchnia cały czas pracuje pełną parą, aby wysuszyć wszystkie zbiory.

W tym roku stworzyłam nowe kompozycje przyprawowe z ziół, przede wszystkim do zup, ale chodzą mi po głowie dalsze pomysły, pewnie będzie tego więcej. 😉  Myślałam, że nowa półeczka ekspozycyjna dla ziół zaspokoi nasze potrzeby w tym względzie, ale już teraz widzę, że chyba będzie za mała…

Jutro zbiór tymianku i jeszcze jednego „sortu”, baaardzo miłego w zbieraniu:

Kwiaty nagietka mogą służyć zarówno do celów kosmetycznych i leczniczych, jak i kulinarnych, doskonale bowiem zastępują kurkumę i barwią potrawy.

Gotowe do sprzedaży zioła dostały takie miejsce i taką nową półeczkę:

Na powyższym zdjęciu widać aromatyzowany ziołowy olej z hyzopem i z oregano, a płyn o soczyście różowym zabarwieniu to ocet różany.  Jest jeszcze olej nagietkowy, który bardzo lubię, ma specyficzny delikatny smak i aromat.

Sezon przetwórczy w pełni, ostatnio robiłam słoiczki z dżemem jagodowym i z kurkami w musztardzie. Kurki w musztardzie okazały się naprawdę smaczne, więc podaję przepis z czystym sumieniem, że jeśli wykorzystacie, to nie będziecie żałować!

KURKI W MUSZTARDZIE

Składniki:

3 kg kurek, liście laurowe, ziele angielskie, czosnek, koper, 1 l wody, 3/4 szklanki octu, 3/4 szklanki cukru, 2 łyżki soli, 5 łyżek musztardy, 2 łyżki chrzanu.

Kurki oczyścić i osuszyć, krótko obgotować, żeby nie rozmiękły. Włożyć do słoiczków, dodając liśc laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego, po 2 plasterki obranego czosnku i gałązkę kopru. Zagotować wodę z octem, solą i cukrem, wystudzić, dodać musztardę i chrzan, dobrze wymieszać.Wlać do słoików z grzybami i odstawić na pół godziny. Pasteryzować 15 minut, przechowywać w ciemnym miejscu. Przepis zaczerpnęłam z książki A. Kozłowskiej i E. Trojan pt. „Aromatyczne grzyby”. Polecam!

A oto pęczniejąca szafa z przetworami. 😉

Pracy w kuchni jest tyle (bo plonów już obfitość 😀 ), że często trzeba tam pracować do późnych godzin…

W jadalni trzeba już zapalać światło wtedy…

A ja jestem wówczas już bardzo zmęczona i marzę tylko o dostaniu się do sypialni! 😆

Miłego popołudnia i wieczoru!

Zioła sprzedam! :)   15 Komentarzy

Ale nie od tego chciałabym zacząć swój post. Ostatnio Polska przeżywa trudny czas, burze i nawałnice nękają cały kraj, rośnie niebezpieczeństwo powodzi, zginęli już ludzie. Mam nadzieję, że u wszystkich Odwiedzających wszystko w porządku w związku z tym! U nas co prawda mamy lekkie uszkodzenia dachu i wodę w piwnicy, ale to w sumie żadna nowość dla nas, wszystko jest we względnym porządku. 😉

Dzisiejszy dzień to dla nas dzień oddechu – mamy dzisiaj piękną słoneczną pogodę, spokojne niebo, ciepło i ciszę. Wspaniały początek lata! 😀

O tej porze roku niezmiennie od nowa zachwycają mnie liliowce. To rośliny, które przetrwają niemal wszystko, będą pięknie kwitły zarówno w słońcu na suchej ziemi, jak i w cieniu, w wilgoci i chłodnym powietrzu. A kwiaty mają zaiste imponujące, uderzające różnorodnością barw i ich kombinacjami, a rozmiary niektórych kwiatów to nawet 10 cm średnicy!

Zapraszam więc na podziwianie liliowców. Widać po nich, że rosną w wiejskim ogrodzie, stłoczone razem z innymi kwiatami czy nawet wszechwysiewającym się koperkiem. Ale właśnie tak je lubimy, dalekie od formalnego ogrodu, rosnące na rabacie razem ze wszystkim, co zdołało sie wysiać samo i co zostało przy plewieniu jako ładne lub przydatne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak w każdym wiejskim ogrodzie rośnie też u nas mnóstwo nagietków, a nowym akcentem jest stojak na donicę z kwiatami i napisem „Welcome”.

Obrazek

Obrazek

Owoce pięknie w tym roku obrodziły, jabłonie obsypane są nimi, a rajska jabłonka ledwie wytrzymuje ciężar malutkich jabłuszek. Obrazek

No i trawy nijak nie nadążam kosić! Wciąż pada i trawa stale jest mokra, za to rośnie jakby to był maj, a nie lipiec! Tym, którzy nie wiedzą, pokazuję obrazek, który obejmuje około 1/3 naszego podwórza, z obu stron są jeszcze duuuuże obszary do koszenia. A za widoczną na zdjęciu stodołą drugie tyle, z jeszcze większą przestrzenią zajętą przez trawę – razem jakieś 70 arów. 😆

Siłownia na świeżym powietrzu gwarantowana, zwłaszcza, że kosiarka waży 27 kg i nie ma żadnego napędu, trzeba ją ciągnąć lub pchać siłą własnych mięśni.

Wydatnie mi pomogła w zrzuceniu 10 kg wagi z siebie! 😀

Obrazek

A na koniec proponuję Wam zakup suszonych ziół z naszych upraw, pakowanych w opakowaniach po 10 g.

Proponujemy następujące zioła:

Zioła na aromatyczną pieczeń

Zioła na pachnące ziemniaczki z patelni

Zioła do sałatek kuchni śródziemnomorskiej

Zioła prowansalskie

Zioła na pyszne zupy:

– pomidorową

– warzywną

– rosół

– ogórkową

– fasolową

Zioła na likier (z dołączoną recepturą sporządzenia likieru)

Zioła na spokojny sen

Oregano

Hyzop

Natka pietruszki

Mięta

Zamówienia można przesyłać na nasz mail: dompodsosnami@interia.pl

Miłego popołudnia i spokojnego tygodnia bez burz i deszczu!

 

Edit: 10 g ziół, czyli taka ilość jaka przeciętnie znajduje się w typowej sklepowej torebce z przyprawami kosztuje u nas 3 zł, zioła są uprawiane bez absolutnie żadnych nawozów i oprysków, gospodarstwo ma certyfikat ekologiczny.

Koszt dostawy jak za przesyłkę listową poleconą, najtańsza możliwość to 3,75 zł, cena rośnie nieco wraz z wagą listu, ale zioła są leciutkie, więc koszt na pewno nie powinien przekroczyć 8 zł w kraju i 20 zł do Ameryki Północnej, nawet jako polecony priorytet.  😀

Czas suszenia ziół   6 Komentarzy

Nieodwołalnie przyszedł czas, by wysuszyć zioła. Rośnie ich u nas wiele, mnóstwo przyprawowych zwłaszcza. Pierwsza partia tymianku już jest wysuszona, sukcesywnie też ścinam oregano i suszę. Powolutku zaczyna kwitnąć hyzop, a to znak niezawodny, że najwyższy czas i jego ściąć. Estragon już wysuszony, trzeba się brać za miętę i melisę. Koperek też już dosycha, a przed nami przerywka pietruszki, czyli… mnóstwo pysznej aromatycznej natki do suszenia! Jeśli korzonki będą na tyle duże, to i je pokroję w płatki i też wysuszę, będą doskonałe do zimowego rosołu czy każdej innej zupy jako przyprawa. No i lubczyk, koniecznie muszę jutro ściąć lubczyk!

Dobrze, że mam własny, naprawdę ogromny wieszak na zioła. Kilka lat temu poprosiłam męża, aby uciął i okorował sporą gałąź z robinii akacjowej, której rośnie u nas mnóstwo. Ma bardzo jasne drewno, niezwykle wytrzymałe – już co najmniej od 5 lat służy mi nad kuchnią kaflową jako wieszak na pęczki ziół, w ogóle nie zmieniła koloru i sprawuje się doskonale – polecam, jeśli ktoś suszy dużo ziół! A jeżeli ktoś chciałby zamówić sobie ekologiczne zioła przyprawowe w opakowaniach po 10 g, to zapraszam serdecznie, oferujemy: oregano, hyzop, estragon, natkę pietruszki, zioła prowansalskie, tymianek i ziołowe mieszanki przyprawowe do grilla oraz do pieczenia, a także marynaty do mięs. Zapraszam do kontaktu na maila: dompodsosnami@interia.pl.

Oto mój wieszak do ziół przed napełnieniem go pęczkami pachnących liści przyprawowych:

 

Zakwitła przepięknie w tym roku nasza róża, której płatki przeznaczamy na przetwory. Bajecznie wygląda na tle białolistnego derenia, nie mogę się na nią napatrzyć. Jej płatki powędrowały już do powideł truskawkowych wg Asi z Green Canoe, zostały też utarte tradycyjnie z cukrem. Teraz, w miarę jak dojrzewają, są suszone – potem będą stanowiły znakomity dodatek smakowy do herbatek ziołowych z naszych ziół, które też oferujemy – to herbatki ziołowo – różane, bardzo zdrowe i pyszne! Można zamawiać już od teraz. 😀

Życie płynie nam teraz regularnie i dość intensywnie, bo pracy w polu jest bardzo dużo, a oprócz tego trzeba się zająć gośćmi, opowiedzieć im, co warto zwiedzić, pogadać o życiu, pożartować i przygotować dla nich posiłki, nie zapominając o zadbaniu o posesję czyli wykoszeniu jakichś 60 arów. No i do tego dochodzi kończący się remont jednego z pokoi w domku dla gości – już jesteśmy na etapie malowania, wykańczania, szycia tkaninowych dodatków, produkcji dodatkowych ozdób i poduch. Bardzo lubię ten końcowy etap, kiedy wreszcie pierwotny zamysł nabiera realnych kształtów i widzi się  rezultat własnych (bardziej lub mniej udanych 😉 ) pomysłów wnętrzarskich. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu już będę mogła pokazać odnowiony pokój i łazienkę. Bardzo się z tego cieszę, bo do tej pory były to małe pomieszczenia, zwłaszcza łazienka była mała i niekomfortowa. Teraz udało się to zmienić, zarówno pokój jak i łazienka zyskały nieco na przestrzeni, a i wygląd jest (będzie) znacznie milszy dla oka.

Pozdrawiam serdecznie, wieczornie i życzę miłego tygodnia! 😀

 

Hyzop – ziele mało znane   6 Komentarzy

Za oknem jeszcze paskudna pogoda, deszcz, wiatr i zimno. Ale to dobry czas, żeby przygotować się do wiosny, pomysleć o tym, co zasiać i posadzić w ogrodzie.
Chciałabym dzisiaj zachęcić Was do posiania hyzopu lekarskiego.
To ziele pochodzi z krajów basenu Morza Śródziemnego, łatwo więc domyślić się, iż dobrze się czuje w ciepłych i dość suchych glebach, najlepsza będzie dla niego ziemia piaszczysta i nieurodzajna, będzie się tam doskonale czuł.
Siejąc hyzop, zawrzecie bliższą znajomość z zielem doskonale znanym już starożytnym, wielokrotnie wymienianym w Biblii. W Starym Testamencie wskazywany jest jako środek oczyszczający: „Aby dokonać oczyszczenia, mąż czysty weźmie hisop, zanurzy w wodzie i pokropi namiot oraz wszystkie sprzęty i wszystkich, którzy się tam znajdują”. Szczególne zasługi w rozpowszechnianiu hyzopu położyły zakony benedyktynów i cystersów, a w polskim herbarzu pojawił sie po raz pierwszy w XVI wieku, pisał o nim Marcin z Urzędowa.
Ma wiele właściwości leczniczych. Podanie wyciągu z hyzopu doustnie zatrzymuje biegunkę, reguluje perystaltykę jelit, wiąże toksyny bakteryjne, może też powodować wiatry (leczenie wzdęć) oraz zwiększa wydzielanie soków żołądkowych.
Hyzop jest też stosowany w schorzeniach górnych dróg oddechowych, przy dychawicy oskrzelowej, jest jednym ze składników znanego aptecznego leku ziołowego przeciwko ostrym napadom kaszlu, Pectosolu.Znajduje także zastosowanie w leczeniu siniaków, obrzęków i trudno gojących się ran.
Ja jednak najczęściej wykorzystuję hyzop w kuchni, jako ziele przyprawowe. Zbieram wtedy, kiedy zaczyna się kwitnienie, w jego początkowej fazie. Ścinam kwitnące pędy wraz z liśćmi przed południem, w słoneczny dzień, kiedy obeschną z rosy i zaczną wydzielać olejki eteryczne. Potem suszę i dobrze wysuszone rozkruszam i przesiewam starannie.
Hyzop ma lekko cierpko-gorzkawy smak i wspaniały aromat. Znakomicie nadaje się do przyprawiania nieco mdłych potraw (zupy i potrawy z fasoli, ziemniaków), doskonały także do mięs, pomidorów, sałatek warzywnych.  We Francji i Hiszpanii dodaje się szczyptę hyzopu do wielu sosów, do majonezu i różnych sałatek jarzynowych. Ziele i olejek znajdują zastosowanie również w winiarstwie do produkcji wermutów oraz przemyśle spirytusowym do sporządzanie gorzkich likierów typu Chartreuse i benedyktynki, którym nadaje pikantny, gorzkawy smak. Na Bliskim Wschodzie sfermentowane liście hyzopu służą do sporządzania orzeźwiających, niskoalkoholowych przetworów. Hyzop jako przyprawa jest popularny także na Węgrzech oraz w Niemczech, gdzie dodawany jest do zup. Jest też składnikiem wielu mieszanek przyprawowych. Dodaję go też do ciasta, kiedy piekę chleb – pieczywo staje się aromatyczne i zyskuje wspaniały smak.
Jest to roślina bardzo niewymagająca, a przy tym dekoracyjna. Krzew hyzopu do złudzenia przypomina krzew lawendowy – różni się tylko kolorem liści, które nie mają charakterystycznego dla lawendy lekkiego srebrnego połysku. Kwiatostan hyzopu jest bardzo podobny do kwiatostanu lawendy, tworzy bardzo podobne kłosy kwietne o fioletowym zabarwieniu. Bardzo lubię sadzić hyzop w ogrodzie jako roślinę obwódkową, pięknie się rozkrzewia i wspaniale kwitnie. Trzeba go przycinać w ciągu roku 2-3 razy po kwitnieniu i kiedy ma zbyt długie pędy, to pomaga krzewinkom ładnie się rozrastać i zagęszczać. Jest też rośliną miododajną, bardzo polecaną jako pożytek dla pszczół.
Jednak kobiety w ciąży powinny uważać, aby nie używać zbyt wiele hyzopu. Spożycie zbyt dużej jego ilości może wywołać drgawki i poronienia, więc należy być ostrożnym. Ale bez strachu – trzeba by NAPRAWDĘ mnóstwo hyzopu zjeść, żeby sie narazić na takie skutki, 2,5 mg olejku hyzopowego (nie ziela!) na 1 kg masy ciała. Dawka powyżej 15 kropli olejku do inhalacji także może być szkodliwa, więc inhalacje najlepiej robić po konsultacji z aromaterapeutą.
Ja bardzo lubię hyzop, często używam go w kuchni, jest bardzo aromatyczny i wspaniale wzbogaca własną mieszankę ziół prowansalskich!

Hyzop i mieszanki przyprawowe z zawartością hyzopu mozna kupić w naszym gospodarstwie KLIK. Nasze zioła pochodzą z certyfikowanej uprawy ekologicznej, mają absolutnie niezwykły aromat. Polecam i zapraszam!  😀
Smacznej i miłej niedzieli wszystkim życzę! 😀

źródło: runy.p2a.pl

żródło: leszno.olx.pl

Truskawki, róże i Newcastle   15 Komentarzy

Przez chwilę mnie nie było, bo pojechaliśmy do Newcastle w Anglii. Przed wyjazdem jeszcze w szalonym pośpiechu, w przeddzień, robiłam TRUSKAWKI Z RÓŻĄ  Asi z Green Canoe.  Wypróbowałam jej przepis w ubiegłym roku i truskawki są naprawdę fantastyczne, a jakie proste w przygotowaniu! Róże nie są jednak przez mnie pracowicie ucierane, tylko wkładam je do blendera, dodaję nieco przegotowanej wody i w kilka minut mam różany mus. 😉 Powidełka są przepyszne, a goście nie mogą się ich nachwalić. 😀

Nazajutrz pojechaliśmy oboje do Anglii, do miasta, które bardzo lubię, czyli do Newcastle upon Tyne. Niezmiennie jestem  szczęśliwa, kiedy mogę pochodzić po tym mieście i pooddychać jego powietrzem.

Bardzo lubię jego kamienną architekturę.

Mają tam świetny most millenijny, który jest podnoszony, kiedy przez rzekę płyną nieco większe statki:

Chcę też pokazać Wam dzisiaj pewne fascynujące miejsce, o którym próżno szukać informacji w przewodnikach turystycznych. Galeria, która się nazywa Central Arcade i mieści się w sercu miasta, tuz przy monumencie Grey’a, jest doprawdy niezwykła. Obejrzyjcie ją na zdjęciach – KAŻDY detal dekoracyjny jest tam wykonany z kafli ceramicznych, takich, jakie stosuje się do dzisiaj w piecach i kuchniach kaflowych. Ale TE kafle… Sami zobaczcie:

Wśród kameralnych uliczek z zadbanymi ogródkami

spotkaliśmy ABSOLUTNIE ZDUMIEWAJĄCEGO kota.

Pół tygrysa, pół lamparta. 😮 Na wysokich szczupłych łapkach, ale bardzo przyjazny i domagający sie wszystkich możliwych pieszczot. Widzieliście kiedyś kota w lamparcie cętki??? No to proszę:

Gdyby to nie była Anglia, żadna siła nie odwiodłaby mnie od zabrania tego cuda do domu!

I jeszcze tylko jedno cudo, wyszperane na pchlim targu nad morzem. Brzeg nadmorski taki:

Bulwar nadmorski taki:

I pchli targ na peronie taki:

A na targu takie cudeńko:

Zakochałam się w tej maszynie od pierwszego wejrzenia, ale niestety – samolotowe limity wagi bagażu… 😦 Ale mam ja przynajmniej na zdjęciach! 😀

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłego tygodnia, kończąc robić kolejne słoiczki rzodkiewek w curry. 😉

 

Dżem pomarańczowo – cytrynowy z dyni   1 comment

Sezon dyniowy w pełni, więc zapraszam do przygotowania przeróżnych smaczności z dyni. Taki dżem wspaniale smakuje i pięknie wygląda!

Trzeba wziąć pół dużej dyni, obrać i pokroić w paski, a następnie zetrzeć na drobnej tarce. Startą dynię wrzucamy do garnka i stawiamy na małym ogniu (bez wody) aż się rozgotuje.

Kiedy dynia się rozgotuje, wrzucamy otartą skórkę z 2 cytryn i wciskamy sok z obu cytryn. Dodajemy też 1/2 kg cukru. Na koniec dorzucamy jakieś 3 czubate łyżki skórki pomarańczowej z cukrem własnej roboty (skórka pomarańczowa wyszorowana i sparzona, dokładnie okrojona z białego wnętrza, drobniutko posiekana i przesypana cukrem, po dwóch tygodniach gotowa).
Pozostaje tylko przesmazyć całośc jakieś pół godziny do godziny, aby wszystko sie połączyło, ewentualnie dosmaczyć cukrem lub cytryną wg własnego smaku i nakładać gotowy dżem do słoiczków. Apertyzujemy 15 minut.

Mniam!

Posted 21 stycznia 2010 by podsosnami in W sosnowej spiżarni

Tagged with , , , , ,

%d blogerów lubi to: