Dziennik spod sosen czyli nowe życie starej stodoły str. 2

Wysłane:Wto, 22 Styczeń 2008 19:30

Rany, ależ przeżycie nas dzisiaj spotkało…
Pocztą przyszły dwie wielkie koperty prosto z Anglii, a w nich mnóstwo różnych kolorowych informatorów, ale na wierzchu pismo, zaczynające się od tych słów:
„Dear …..,
Thank you for your application, I am very pleased to be able to offer you a place at the Institute of….., University of Wales, Aberystwyth.”
W każdej kopercie zaproszenie do studiowania w Walii, na dwóch kierunkach!!!!

Jestem tak szczęśliwa, że trudno mi to opisać. Mój syn nie był ani godziny na kursach języka angielskiego, wszystkiego uczyłam go sama. Ciężko pracował także sam. Taka jestem z niego teraz dumna!!!
Zechcieli go na jednym z najlepszych uniwersytetów w Wielkiej Brytanii (tam kończył studia książę Karol), na I miejscu w rankingu Times’a na uniwersytet w Wielkiej Brytanii w roku 2006, 2007 i 2008 jeśli chodzi o ocenę studentów. Warunki studiowania mają fantastyczne, a organizację perfekcyjną – już znamy nawet szczegóły dotyczące zakwaterowania, położenia i wyglądu samej miejscowości, toku studiów itd.
Dziewczyny i chłopaki, z tej okazji warto coś dobrego wypić!!! Zapraszam!!!

Wysłany: Sro, 5 Marzec 2008 11:19

Hmmmm…
Decyzje pewne zapadły.
Budowa pokoi w stodole w tym roku bardzo zwolni – z powodów finansowych. Mamy inne duże wydatki, nie damy rady.
Coś tam Mąż pomuruje i to będzie chyba na tyle w tym roku.
Trudno, przeżyję.
W ramach pocieszenia wczoraj kupiliśmy kratki i pergolę wraz z impregnatem – zrobimy coś w rodzaju „płotu” od strony, gdzie goście mają najgorszy widok z okien. Postawimy tam kratki, po dwie z każdej strony, a pośrodku pergolę – furtkę, taki łuk z kratkami z boku.
Mąż robi nową drewutnię. I cieszę się z tego bardzo, bo już tak długo marzyłam o wyrzuceniu walącej się budy, zwanej dotychczas drewutnią!
Zaczął robić więźbę.
Nawet nie idę robić zdjęć, żeby nie przestał.😆
Wysłany: Sro, 23 Kwiecień 2008 20:03

No i proszę – stara drewutnia odeszła w niebyt, a nowa kratka i furteczka w łuczek stoją!
Sam początek akcji „precz z drewutnią”, synkowie zaczęli już rozbierać dach:

Kratki i furteczkę też Mąż zaczął stawiać:

To samo miejsce następnego dnia, po osobistym pomalowaniu przeze mnie rzeczonych kratek i furteczki:

Zupełnie inaczej, prawda?
Te resztki więźby leżące obok stodoły popali się pod kuchnią, nawiezie się ziemi, przedtem powstanie nowe wejście do jadalni, od zewnątrz, bo dotychczas było tylko przez kuchnię, od strony stodoły.
No i już inaczej to wygląda, nie?😀

Wysłany: Sob, 17 Maj 2008 14:44

Czas czarów na wsi nadal trwa. Rano, gdy tylko wyjrzy słońce, leciutka mgiełka podnosi się znad pól. Słychać radosny śpiew skowronków unoszących się nad brązowymi, jeszcze pustymi, polami. Przez źdźbła młodego żyta przenika słońce, powietrze jest rześkie a zieleń świeża.
Biorę motyczkę i idę w pole – już widać na grządkach maleńkie marchewkowe rzędy kiełków z jasnozielonym kropkami kiełkującej sałaty.Idąc przez miedzę zanurzam stopy w mokrej od rosy trawie – za mną zostaje ślad jak na śniegu. Zanurzam narzędzie w ziemi na międzyrzędziu, trochę pracuję. Skowronek polatuje nade mną, sprawdzając czy nie zbliżam się zbytnio do jego gniazda. Widać jest ze mnie zadowolony, bo jego świergot jest radosny i wszechsłyszalny.
Kiedy prostuję zmęczone plecy, patrzę na kwitnące wzdłuż drugiej miedzy drzewa. Wiatr strąca płatki kwiatów, posypuje ziemię kwiatowym deszczem.
Po drodze w kierunku lasu przechodzi kot. Oczy ma czujne i strzyże uszami, idzie na nisko ugiętych łapach. Potem skok… i już jakiś owad niknie w jego pyszczku. Nieopodal spoojnie pasie się sarna. Podnosi głowę, jej wielki oczy uważnie mi się przyglądają. Uspokaja się, znowu skubie trawę.
Po drodze kica w kierunku lasu zając. na widok kota przyspiesza, sadzi długie susy i niknie w zielonym gąszczu.
Skończyłam plewić na dziś.
Czas wracać.


Wysłany: Nie, 8 Czerwiec 2008 11:19

Czas odgrzebać troszkę zapomniany dziennik.
Niewiele u nas się w tym roku dzieje w sprawach budowlanych, ale jednak… Coś się udało.
Co prawda ciężko się pracuje w ciągu dnia z powodu gorąca i suszy, jednak udało się zrobić nowe wejście do jadalni. Oto nowe drzwi:

Pisałam już w komentarzach, że długo myśleliśmy nad ościeżnicą do nich. Te dostępne w sklepach są wąziutkie jak na nasze standardy grubości ścian. No i gdyby nawet ją kupić i pogodzić się z faktem, że będzie dziwnie wyglądać na kilkakrotnie grubszej od siebie ścianie, to pozostaje kwestia ceny.
Najzwyklejsza ościeżnica drewniana kosztuje 130 zł. Za dużo w naszej opinii.
Rada w radę – kupiliśmy paczkę desek podłogowych za 150 zł.
Powstała z nich pięknie dopasowana ościeżnica drewniana, do tego półki w szafie na pościele gości, do tego półeczki dla mnie w kuchni.
Naprawdę ładnie to wygląda.
I kosztowało o wiele mniej.
Proszę bardzo:

No, to teraz otwieramy drzwi. Zaraz obok nich wisi fajny dzwonek.

Teraz przed nami korytarz. Trzeba wejść i się obrócić – zobaczymy wtedy przed sobą Starą Szafę.😀

Szafa służyła Dziadkom Męża przez długie lata, potem trafiła na strych i przestała tam jakieś 50 lat. Poprosiłam Męża, żeby ściągnął ją ze strychu – jest po prostu piękna! W drzwi Szafy zostały wstawione szyby, a do wewnątrz zrobiliśmy półki. I tak oto Stara Szafa została Szafą Wystawową dla gości. Mogą sobie obejrzeć dostępne w danym dniu przetwory domowe i ewentualnie któryś z nich nabyć drogą kupna.😀

A gdyby zrobić kilka kroków, to wejdzie się do kuchni. W kuchni przybyły na półeczce miedziane skarby.

W kredensie przybyła seria ślicznych staroświeckich pojemników kuchennych: mąka, kasza, cukier. ryż itd.

No i tyle na razie. Trzeba jeszcze uporządkować teren przed nowym wejściem, ułożyć ceglany chodniczek, nawieźć ziemi, posadzić zioła, kwiatki i takie tam.
Się zrobi.😉

Wysłany: Wto, 21 Październik 2008 11:14

Znowu mało budowlanie będzie.
A, co tam!

Znowu taką cudną jesień mamy…

Wysłany: Wto, 17 Luty 2009 13:02

No to proszę popatrzeć, jak pięknie zimą u nas jest!

A na cholerę mnie Alpy!😆

Wysłany: Sob, 16 Maj 2009 16:16

Dzisiejszy wpis dedykuję Tomkowi – naszemu Komturowi Mazurskiemu.
Niech cała radość z zakończenia budowy kuchni w stodole frunie do Niego – niech Mu u Pana Boga szybszą przepustkę z powrotem wyprosi…

Nadzieję zawsze trzeba mieć. Pisałam, że w dzienniku teraz nastąpi „przerwa techniczna” nie wiadomo na jak długo, bo… różne inne sprawy finansowania wymagają… Myślałam, że może nawet przez 2 lub 3 lata niczego nie zrobimy. A jednak – udało się! Wklejam więc zdjęcia naszej skończonej kuchni. Jeszcze fuga gdzieniegdzie nie całkiem wyschła, jeszcze lodówkę trzeba pod blat wstawić, ale radość wielka jest. No to pokażę zdjęcia – dumna i blada.

Dla przypomnienia: to samo miejsce mniej więcej 2 lata temu… Po lewej stronie kuchnia, po prawej jadalnia.

Wysłany: Nie, 17 Maj 2009 11:49

A skoro już patrzę, co udało się zrobić, to jeszcze kilka zdjęć z jadalni, tej na którą miejsce było po prawej stronie zdjęcia z poprzedniego postu. Jeszcze podłoga do zrobienia, jeszcze pewnie coś by się znalazło, ale… nie jest źle, tak myślę.

Wysłany: Pią, 4 Grudzień 2009 17:15

Teraz mogę się już przyznać, bo już nie zapeszę.
Dostaliśmy kredyt!
Chcemy ruszyć z pracami nad kolejnymi pokojami jak najszybciej. Najprawdopodobniej będzie tak, że spróbujemy do przyszłego sezonu przygotować jeden pokój, a następny – hmmm, okaże się.
Przed nami ogrom pracy, nad kuchnią i jadalnią powstaną dwa pokoje z łazienkami.
Wejście do każdego pokoju będzie od zewnątrz, z tarasu, na który będą prowadzić schody.
Przez ostatnie 2 miesiące mnóstwo czasu prześlęczałam w necie, szukając różnych rzeczy, od schodów drewnianych, po inspiracje w kwestii wnętrz.
Wymyśliłam sobie, że w jednym pokoju chciałabym wprowadzić klimaty prowansalskie – ten „widzę” już dośc dokładnie, od dłuższego czasu kupowałam w zaprzyjaźnionej klamociarni drobiazgi i pięknotki.
Meble zostaną pobielone, są już kupione. Oczywiście też w klamociarni.
Bardzo piękny dół od zabytkowej toaletki, brak jej co prawda całej części lustrzanej, ale jako szafki nocne będzie doskonała. Stanie pomiędzy łóżkami, z każdej strony ma szafeczkę, więc każdy będzie miał jedną dla siebie.
Dwa łóżka drewniane, proste, na doskonałej jakości spodzie żebrowym.
Komplet mebli wiklinowych – stolik i dwa fotele. Oczywiście wszystko do przemalowania.
A ten drugi pokój – cały czas chodzi mi po głowie dwór polski. Szukam inspiracji, czytam, wypytuję, grzebię – ale nie do końca jeszcze wiem, czego tam chcę. Pewnie, łóżka stare drewniane z XIX wieku, stolik, szafa jakaś stara – wszystko się znajdzie na allegro. Jednak zgranie ze sobą stylów, drobiazgi, oświetlenie, obrazy, lustra – to już trudniejsza sprawa.
O straszliwy ból głowy łazienki mnie przyprawiają.
Prowansalska – w sumie może nie będzie do końca prowansalska, ale marzy mi się ściana ciemnoszara z dodatkiem białych mebli, szafka ścienna w starym stylu, płytki jaśniutkie szare żyłkowane…
Czy ktoś może mi podrzucić linki do takich płytek?
Szukam, ale nie mogę jakoś znaleźć.
Łazienka we dworze – wyzwanie co się zowie…
Zapraszam wszystkich do komentów, poproszę o podpowiedzi, sugestie, wyobrażenia, detale, fotki – wszystko, co Wam przyjdzie do głowy.
W przyszłym tygodniu pewnie pojedziemy kupić umywalkę i muszlę retro – widziałam w sklepie, bardzo piękne i w naprawdę umiarkowanej cenie, śliczna umywalka z postumentem za niecałe 500 zł.
Póki co, Sołtys wprawił w pokoju prowansalskim okna dwa (w tym jedno panoramiczne, choć niskie), ściana działowa między pokojami prawie stoi. Wylane są fundamenty pod filary, które od parteru trzeba będzie wymurować, żeby belki konstrukcyjne na nich oprzeć. Stodoła ma konstrukcję w sumie drewniano – murowaną, nie jest to mur pruski, ale można by rozebrać ściany i zostanie coś w rodzaju szkieletu drewnianego. Trzeba część tego szkieletu usunąć, żeby na piętrze można było wstawić drzwi wejściowe do pokojów – jedna z belek w połowie wysokości drzwi poziomo biegnie. Trzeba więc wyciąć jej fragmenty, a żeby reszta się kupy trzymała, trzeba oprzec ją na murowanych filarach.
Teraz pozostaje tylko zrobić podłogę, wymurować łazienkę, potem „tylko” ocieplić i otynkować całość, położyć panele w pokojach i – żona może sobie zacząć malować meble, a mąż zacząć robić łazienkę.
Pojęcia nie mam, jak zdążymy, tym bardziej, że do zrobienia jest taras cały jeszcze i schody.
Podejrzewam, że bez pomocy jakiegoś Pana się nie obejdziemy, więc powoli zaczynam się z tą myślą oswajać.
A przemyśliwując nad tym wszystkim, zrobiłam: koślawą kulę i podkład pod wianek ze słomy:

Na podkładzie powstał zalążek wianka z ogrodowych iglaków, orzechów, szyszek, owoców berberysu i głogu:

Wianek na razie czeka w drewutni na święta i dokończenie go, żeby za szybko nie zwiędł.
Powstała też doniczka (techniką serwetkową) dla Babci pod choinkę. Nie mogłam się oprzec i postawiłam obok absolutnie sprawny i piękny zegar, kupiony w zaprzyjaźnionej klamociarni za 5 zł.

Wysłany: Pon, 7 Grudzień 2009

Z przekory wstawiam.😆

Takie będzie zestawienie kolorystyczne łazienki okołoprowansalskiej.

Taka wanna porządna stalowa, normalna, bez udziwnień i pierdziawek po bokach, co bąbelki puszczają:

I taki na niej parawan dla chcących wziąć prysznic:

Takie płytki Tubądzin seria Majolika wokół wanny:

No i pani ze składu drzewnego oddzwoniła i uzgodniłyśmy dostawę drewna w całości na najbliższy piątek.
Sołtys stodołę musi posprzątać.😆

Wysłany: Czw, 10 Grudzień 2009 14:54
Internet to jednak potęga. Na gwałt spływają materiały budowlane internetowo zamawiane.
Wanna przyjechała już.
Przyjechała też śliczna szafeczka do łazienki na ścianę, wyszperana na allegro:

Zostanie zapewne przemalowana na biało i zawiśnie na ciemnoszarej ścianie.

„Pokój” w tej chwili wygląda tak:

Na fotce zaznaczyłam miejsce, gdzie będzie wejście do pokoju. Widać też wyraźnie tę belkę, która w poprzek wejścia idzie. Trzeba będzie więc wyciąć jej fragment. Oprze się na takim domurowanym filarze, który pokazuje strzałka z prawej strony. Strzałka z lewej to miejsce przyszłego filaru.
Widać też wprawione już okno, które powoduje, że jest to bardziej jednak już pokój niż stodoła.

A tutaj jest nisko umieszczone okno panoramiczne – przerobione z drzwi balkonowych. Coś tam zmieniali, dorabiali odpływy, przekładali blokadę i w ogóle – w każdym razie teraz to już jest okno. Jedno łóżko będzie stało z jednej strony tego okna, drugie z drugiej, pomiędzy nimi stara toaletka jako szafka nocna. A ja robiłam zdjęcie, stojąc „w szafie”.

Dzisiaj dojechała folia paroprzepuszczalna, wełna mineralna i płyty OSB na podłogę, Sołtys i Synek wespół w zespół posprzątali podłogę i zaczną już układanie.
Jutro powinno dojechać drewno, zwłaszcza wyczekiwane legary podłogowe.😀

Wysłany: Pon, 22 Marzec 2010 20:53

Po długiej, bardzo mroźnej i bardzo śnieżnej zimie zrobiło się cieplej i mozna zacząć znowu jakieś prace.
Ostatnie miesiące nie sprzyjały budowaniu, choć Sołtys i tak starał się jak mógł i robił co sie dało, żeby prace w miejscu nie tkwiły.
„Pokój” na górze teraz wygląda tak:

W sumie to więcej jest juz zrobione, bo zdjęcie Paweł robił kilka dni temu, a teraz został juz wymurowany dodatkowy filar pod belkę, o którym pisałam wcześniej, podłoga jest w całości ocieplona i gotowa na przyjęcie warstw wykończeniowych, a ściany, które widac na zdjęciu zostały juz przykryte płytami kg. Ta szczytowa też już jest z płytami, choć na zdjęciu ich nie ma:

I wszystko by szło w dobrym kierunku, gdyby nie ostatnie odkrycia w piwnicy w stodole.
Mieści się tam wodomierz i cały system wodny obsługujący domek oraz stodołę. Poprosiłam Męża mego, aby wodę po zimie odkręcił, trzeba by domek gościnny posprzątać, przewietrzyć, coś niecoś umyć, na przyjęcie wiosennych gości przygotować.
I – ZONK!!!
Oczywiście!
Rura pękła na całej długości pomimo dokładnego jej zabezpieczenia otuliną, spuszczenia wody…
Musiała jakaś ilość tej wody zostać w niej jednak, dfo tego – 30*C i – gotowa awaria.
Teraz trzeba odłożyć na bok budowę i ratować to, co jest, aby mogło normalnie funkcjonować…
Paweł z sąsiadem teraz siedzą w tej piwnicy i próbują doprowadzić do porządku cały ten kram.
Na pewno w jeden dzień im się nie uda…

A ja za tydzień wyjeżdżam, nie będzie mnie ponad dwa tygodnie, muszę się przygotować, bo na święta do synka do GB jadę, a kiedy zdążę domek przygotować dla gości?
Istna katastrofa.
Jestem zmęczona po dzisiajszej wizycie w mieście, zupełnie pozbawiona energii, nie wiem, jak to będzie wszystko.
Może jutro będzie lepiej, może zdarzy się cud i naprawią kilka metrów rur w jeden dzień, może założą te iles kolanek i ileś zaworów i kranów w jeden dzień…
Ech, życie.

Środa, 21 kwietnia 2010

Po powrocie z Anglii potrzebowałam sporo czasu, żeby ogarnąć się i wejść w tryby powszedniego dnia. Ledwie dotarła do nas wszystkich wiadomość o tragicznej katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, ledwie ochłonęłam po odebraniu w dniu katastrofy informacji, że tego samego dnia moi Teściowie i syn mieli wypadek samochodowy (auto do kasacji, dobrze, że im nie stało się nic groźnego), a już w środę, czyli 4 dni po katastrofie, wracałam samolotem do Berlina. I tak się boję latać, a już tym razem… Było mi naprawdę trudno. Okazało się jednak, że miałam wiele szczęścia – nazajutrz po moim przylocie przestrzeń powietrzna nad Europą została zamknięta na dobrych kilka dni z powodu erupcji wulkanu nad Islandią. Nigdy nie przypuszczałam, że będę kiedyś dzwoniła do mojego syna z ostrzeżeniem, aby chronił drogi oddechowe (ma astmę), bo pył wulkaniczny chmurą nadciąga.😮

Tymczasem na budowie trwają prace. W czasie mojej nieobecności zostało zrobione wiele drobnych rzeczy, ale powstały też dodatkowe filary, które będą podtrzymywały belki konstrukcyjne naszej stodoły. Pisałam już o tym, że w drzwiach wejściowych, tak na połowie ich wysokości, biegnie jedna z głównych belek konstrukcyjnych naszej stodoły. Przez długi czas zastanawialiśmy się, jak to zrobić, aby belkę przeciąć, a konstrukcja pozostała stabilna i bezpieczna. W końcu wymyśliliśmy, że skoro belka w narożnikach stodoły wspiera się na filarach, poprowadzonych od fundamentu, to i my wykorzystamy ten sposób. Paweł podkopał więc stodołę i postawił mocne fundamenty. Potem ściana została podkuta i powstały dwa nowe filary, murowane w taki sposób, aby były przewiązane z dotychczasową ścianą.

Praca trwała dość długo, bo trzeba było starannie przewiązać filar z dotychczasowymi murami, aby całość była stabilna i pewnie utrzymywała zasadniczą konstrukcję budynku, a właściwie jego więźby dachowej.

W trakcie prac jadalnia nie została w ogóle zabezpieczona przed pyłem i kurzem, wskutek czego WSZYSTKO teraz wygląda tak:

👿

Jednak filary zostały ukończone i teraz ściana w jadalni wygląda tak:

Kusi mnie mocno, aby umieścić kinkiet jakiś stylowy na każdym filarze, pięknie by je wydobyły te kinkiety…

Chłopaki tymczasem, zostawiwszy jadalnię w opłakanym stanie👿 , poszli tworzyć dalej. Wynik twórczości przedstawia się następująco:

Taras oczywiście dostanie jeszcze barierki, a gościom potem postawimy na nim stoliki i krzesełka przed każdym pokojem, aby mogli korzystać ze świeżego powietrza.😉

Teraz chłopaki biorą się za prace murarskie na górze, w pokojach. Trzeba wymurować ścianki działowe między pokojem, a łazienką, zrobić sufit i brać się za tynkowanie i wykładanie płytami kg.

Czeka nas oczywiście jeszcze sporo zakupów, ale powoli, powoli zbliżamy się do zamknięcia stanu surowego…

Potem to już pójdzie błyskawicznie, na pewno…😉😆

Wysłane:  24 czerwca 2010

Powoli zaczynamy się zbliżać do końca budowy jednego pokoju.😀

Sam pokój w zasadzie gotowy jest, pozostały drobne poprawki tynku i parapety do zrobienia. Aha, jeszcze oczywiście panele do położenia, ale to już jest drobiazg dla Sołtysa, jeden dzionek i sprawa z głowy.

Kończy się powoli też (nareszcie!) budowa łazienki, która wymagała najwięcej pracy. Ale – już położyły się białe płytki na ścianę (kupione w rewelacyjnej cenie w castoramie coś około 19 zł/m2), dzisiaj pewnie Sołtys zacznie kłaść płytki podłogowe (kupione za niecałe 18 zł/m2😎 ). Nie jest tego wiele, więc mam nadzieję, że wystarczy mu jeden dzień na te płytki. Farby już kupione, czekam niecierpliwie, żebym mogła zacząć malować w łazience i w pokoju.😀

Łazienka będzie, zgodnie z zapowiedziami, biało – szara, a póki co wygląda tak:

Po lewej stronie od wanny (patrząc od wejścia) stanie umywalka, po prawej muszla. Oświetlenie będzie halogenowe, listwa z dwoma halogenami na suficie i dwa dodatkowe przy lustrze nad umywalką. Są już kupione, czekają tylko na montaż.

A w pokoju…

Pamiętacie to zdjęcie?

Teraz to miejsce wygląda tak:

Pozostałe kąty pokoju:

Belki sufitowe zostaną pomalowane na biało razem z sufitem, a ściany będą w ciepłym żółtym kolorze (styl kojarzący się z Prowansją wcale nie musi być białościenny😉 ). Belki w ścianie spróbujemy zostawić w ich oryginalnym wyglądzie, mam nadzieję, że uda się je zabezpieczyć przed ochlapaniem w trakcie malowania.

Powoli już myślę nad meblami – są kupione, ale przemaluję je wszystkie na biało. Zaczęłam malować wczoraj drzwi do łazienki na biało (kupiliśmy drewniane do pomalowania), teraz pewnie zabiorę się za pomalowanie kupionej wcześniej toaletki we francuskim stylu, która ma służyć jako szafki nocne. Myślałam o ich dodatkowym ozdobieniu, jakiś decoupage bądź przecierka, ale doszłam do wniosku, że jeszcze zdążę. Niech na razie będą po prostu białe te meble, gdybym chciała je spatynować lekko albo zrobić przecierki, zawsze jeszcze mogę to spokojnie zrobić, póki co niech to będzie „czysty” obraz pokoju.  Oczywiście jeszcze szafa – jednodrzwiowa szafa z nadstawką jest już kupiona, jej wielkość doskonale pasuje do pokoju, a na dwie osoby znakomicie wystarczy.

Wszystkie meble do pokoju zostały kupione w zaprzyjaźnionej klamociarni – za bardzo korzystne ceny, np. szafa za 40 zł, dwa łóżka doskonałej jakości, z materacami, po 150 zł każde, toaletka też za mniej niż 100 zł.  Teraz jeszcze pojadę do szmateksów pogrzebać w tkaninach – mam zwyczaj przewracać w zasłonach i pościelach, bo to są doskonałe kupony materiału do szycia przeróżnego, do kupienia za grosze, a czasami takie piękne, że aż miło spojrzeć.  Potrzebne są zasłony do okien, więc trzeba pogrzebać w szmatkach.😀

Tak teraz wygląda taras i wejście do pokoju:

Drzwi jeszcze w folii, więc wyglądają cokolowiek niechlujnie.😆

Cegły nie chciały dac się wymyć po ponownym ich zafugowaniu (stara zaprawa wapienna wykruszyła się niemal całkowicie), ale znalazłam sposób na to! Jak zadziała, to napiszę, jak to zrobiliśmy, może komuś się przyda.😉

No to pędzę, trzeba lecieć do pracy!😀

1 sierpnia 2010 r.

Z prawdziwą radością piszę te słowa: skończyliśmy kolejny etap budowy. Pokój „francuski” jest gotowy!

Kosztowało nas to mnóstwo pracy, Paweł ostatnimi czasy nie robił właściwie nic innego, podobnie jak ja. Każdą chwilę wolną od zajmowania się gośćmi poświęcaliśmy na wykończenie tego pokoju.

Jesteśmy więc teraz bardzo zmęczeni, ale i bardzo szczęśliwi. W pokoju od wczoraj mieszkają już pierwsi goście, byli zachwyceni! Do ostatniej chwili poprawialiśmy coś, jeszcze 10 minut przed ich przyjazdem Paweł poprawiał ustawienia lampy zewnętrznej na tarasie, barierki tarasowe powstały w 2 dni poprzedzające przyjazd gości!😆

No to wystarczy chyba pisania, pokazuję zdjęcia!

Łazienka, jak widać, została wykończona takimi kolorami, jakie planowałam, czyli jest  szaro – biała.😛

Mam nadzieję, że goście będą się dobrze czuli w nowym miejscu, bo bardzo się o to staraliśmy!😀

Następnym etapem budowy będzie zbudowanie i oddanie do użytku pokoju obok tego nowego. O ile ten, który teraz zbudowaliśmy, ma przywodzić na myśl francuską prowincję, o tyle ten następny chcielibyśmy urządzić tak, by kojarzył się (na pewno nie będzie oddawał wiernie wyglądu) z dworem ziemiańskim w Polsce. Część sprzętów już kupiliśmy, gromadzę dekoracje, obrazy i gobeliny, kryształowe żyrandole…😎

Zapewne zajmie nam to jakieś następne 2 lata😆 ale to nic – przecież trzeba do przodu iść jakoś!😀

15 maja 2011

Z pewnym zdziwieniem piszę te słowa, bowiem… nie o czwarty pokój tym razem chodzi na budowie. Potrzebne były zmiany, bo pokoje w domku po 6 latach były już nieświeże, trzeba było je odmalować i trochę zmienić. Okazało się też, że potrzebne są zmiany związane z kuchnią dla gości. Dotychczas była w domku i tylko w domku można było z niej korzystać. Jednak dostęp do kuchni powinni mieć wszyscy goście, więc kuchnia została przeniesiona do stodoły. W jadalni był wydzielony niewielki kąt, takie malutkie pomieszczenie. Chcieliśmy zrobić tam z czasem toaletę dla gości. Ale – potrzeba matką wynalazku. Uznaliśmy, że aneks kuchenny w tym miejscu będzie doskonałym rozwiązaniem. Teraz wszyscy goście mają dostęp do kuchni i lodówki, można sobie spokojnie zjeść posiłek w przylegającej jadalni, a my nie ponieśliśmy zbyt wielkich wydatków, bo pomieszczenie było już przygotowane. Paweł je otynkował, rozprowadził instalacje i przeniósł sprzęty z kuchenki w domku. Dla gości w domku zostały szkła i kubki oraz czajnik, żeby nie trzeba było biegać po herbatę czy kawę do stodoły.

Na domiar złego prace nad przemalowaniem pokoi były już wiosną rozpoczęte, kiedy pojawiła się nam poważna choroba w rodzinie i nasze życie zostało wywrócone do góry nogami. Dotychczas było tak, że Ojciec Pawła był w pełni sprawny, zmechanizowane prace polowe to była przede wszystkim jego „działka”. Teraz baliśmy się o jego życie, prace w polu stanęły zupełnie, remont rozgrzebany, a my… spędzaliśmy czas na przesiadywaniu w lekarskich poczekalniach i przy szpitalnym łóżku Dziadka.

Nie koniec jednak na tym. Prawo serii działało bezbłędnie i… okazało się, że dwa słupy ( z czterech, na których wspiera się zadaszenie tarasu w domku) przegniły i zaczęły się przechylać. Zamieszkały w nich mrówki i w podstawie słupów zrobiły sobie gniazda , a zadaszenie tarasu zaczęło niebezpiecznie się przechylać. No i taras przed jednym z pokojów – przegnił zupełnie legar pod nim leżący, deski także – taras nadawał się do natychmiastowej całkowitej wymiany, nie można było wpuścić gości do takiego domku.

Sytuacja zrobiła się dla nas cokolwiek dramatyczna, bo jeśli nie moglibyśmy przyjmować gości, nasze dochody uległyby drastycznemu zmniejszeniu, a to oznaczałoby zapaść finansową.

Okazało się jednak, że możemy liczyć na pomoc wielu osób. Na duchu podtrzymywała mnie cały czas Magoda – Jej serdeczność i ciepło były jak zastrzyk sił na kolejny dzień.

Przyjechał do nas na własny koszt cudowny Człowiek, który nigdy nie poznał nas osobiście – Yeti z forum Muratora. Jechał do nas amochodem na własny koszt kilkaset kilometrów – bo przeczytał, że jest nam trudno i bardzo przydałaby się nam pomoc. Przyjechawszy przepracował u nas kilka dni od świtu do nocy, bez chwili przerwy prawie. I tylko dzięki Jego pomocy udało się zdążyć z naprawieniem słupów i wymianą całego tarasu dosłownie na dzień przed przyjazdem pierwszych gości.  Wcześniej przyjechała tez moja Mam i choć była u nas właściwie tylko jeden dzień, także pracowała cały ten dzień, a Jej zorganizowanie i siła do działania pozwoliły nam dojrzeć światełko w tunelu i uwierzyć, że uda się wyjść z tego wszystkiego na czas.

Dziadek poczuł się wreszcie lepiej, został prawidłowo zdiagnozowany i leczenie zaczęło przynosić efekty  – odetchnęliśmy z ulgą i popędziliśmy nadrabiać zaległości w polu i w ogrodzie.

Mam do pokazania mnóstwo zdjęć, ale to już chyba nie dzisiaj – trzeba by spędzić kilka godzin przy komputerze, aby zdjęcia zechciały dać się wrzucić do bloga. Spróbuję, jeśli się nie uda – może jutro…😉

Póki co na dzisiaj – DZIĘKUJĘ.

Dziękuję swojej Mamie, dziękuję Yetiemu, dziękuję Magodzie.

To dzięki Wam stanęliśmy z powrotem na nogi i dzięki Wam świat jest wciąż wspaniałym, przyjaznym miejscem!

Odnowiony pokój w domku.

Tak było:

Tak jest teraz:

Pomysł wstawienia lustra w stareńką ramę okienną zobaczyłam gdzieś na blogu skandynawskim, postanowiłam powiesić takie lustro naprzeciw okna i tym sposobem uzyskać dodatkowe „okno” w pokoju, które pokazuje też kawałek historii tego miejsca.

Wysłane: Niedziela, 24 lipca 2011

Z wielką radością mogę napisać: SKOŃCZYLIŚMY CZWARTY POKÓJ!!! Wymagało to – jak zwykle u nas – wielu wysiłków i wiele pracy. Czasem już wątpiliśmy, że uda nam się skończyć go w tym roku. Ale jednak – JEST!!!😀

Fakt dokończenia i wyposażenia tego pokoju zawdzięczamy pomocy i wsparciu wielu osób, pisałam o tym na głównej stronie blogu. Tutaj napiszę jeszcze raz do wszystkich, którym to zawdzięczamy: DZIĘKUJEMY!

A teraz – pokój czwarty w roli głównej. Pokaże Wam zdjęcia powstającego pokoju – daje Wam słowo, że od pierwszego zdjęcia do zakończenia budowy minął zaledwie tydzień! Ostatnia noc przed przyjazdem pierwszych gości była najtrudniejsza – nie spaliśmy tamtej nocy w ogóle, pracując do białego dnia, położyliśmy się na chwilę dopiero około 14.00.  Już o 17.00 byliśmy na nogach, zaliczyliśmy tamtego dnia w sumie 40 godzin bez snu. Ale… daliśmy radę! I stało sie tak dlatego, że bardzo nam na tym zależało, a także dlatego, że pomogło nam w tym tak wiele osób. Mamy dług wdzięczności, ogromny. Mam nadzieję, że kiedyś uda się nam go spłacić.😉

Po jednym dniu:

Po kolejnych dwóch dniach…

I w końcu… wreszcie… Tadaaaammmm!!!

I tak to wciąż, wbrew zdrowemu rozsądkowi, udaje nam się doprowadzić do końca kolejne etapy powstawania i rozwoju naszego gospodarstwa. Myślę, że dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że to gospodarstwo powstaje dla ludzi i przy pomocy wielu ludzi. Cudownie jest widzieć to pełne pół szklanki!  :lol:

http

://www.chefpaul.net/cpwservices/DpS/wp-content/uploads/2009/02/p21700731.jpg

Posted 12 Kwiecień 2010 by podsosnami

%d bloggers like this: