Dziennik spod sosen czyli nowe życie starej stodoły

Będę tutaj sukcesywnie przenosiła wpisy z dotychczasowego dziennika budowy na forum Muratora. Z wielu względów wygodniej mi mieć go tutaj, niż tam, także w formie blogowej. Będę datowała wpisy datami ich sporządzenia, aby zachować pewną wartość dokumentalną tego dziennika.

Możliwość komentowania tych wpisów będzie wyłączona, do tego celu przeznaczony jest pierwszy wpis na tej stronie, gdzie są wszystkie inne komentarze tych, którzy sa ze mną na forum.

Wysłany: Czw, 8 Marzec 2007 07:33

Agroturystyka to poważna sprawa. Trzeba mieć pokoje dla gości i kuchnię oraz jadalnio – świetlicę. Jeśli brak miejsca w domu, można wykorzystać stodołę. Sprawa pewnie nie będzie prosta, mimo że papiery, projekt i wszelkie pozwolenia na budowę załatwiliśmy już daaaaaawno temu. Narysowaliśmy nasze „widzimisię” na temat rozkładu i wyglądu pomieszczeń, potem znaleźliśmy projektanta, który ujął to w projekt i podpisał. Budowa jest wieloetapowa – najpierw powstał wolno stojący domek za stodołą, w nim dwa pokoje z łazienkami i kuchenka. teraz przyszedł czas na resztę inwestycji – kuchnia i jadalnia w stodole oraz nad jadalnią jeszcze dwa pokoje. Całkiem niespodziewanie polecono nam fachowca, który nie dość, że przyjechał wtedy, kiedy się umówił, to jeszcze ma swoją betoniarkę, taczkę i nawet rusztowania. Wczoraj pracował pierwszy dzień – przygotował wykop i zalał fundament pod ścianę nośną. Jak się nauczę, to dołączę zdjęcia. Negocjacje cenowe idą niesporo, bo pan zapewnia, że „dogadamy się”. Uznałam jednak, że absolutnie się nie dam wziąć na niespodziankę cenową po fakcie i dzisiaj mamy dojść do porozumienia – inaczej przerywamy pracę. Pan piszczy „nie wiem, jakie są stawki dokładnie, wszyscy moi klienci byli dotąd zadowoleni”, ale nie z nami te numery. Now or never, musi się określić. Mam nadzieję, że nie powie cen z kosmosu. Jak dojdziemy do zgody – napiszę. Teraz idę tam, bo pan już pracuje. Tak się cieszę, że ruszyło!  😆 😀

No i proszę: dzięki pomocy Robina2 (jeszcze raz wielkie dzięki!!!) mogę już wstawić zdjęcia!
Tak było rano:

a tak było wieczorem:

Pan pracował sam. Chyba nieźle się sprawił.

Wysłany: Czw, 8 Marzec 2007 19:58

No i pan się określił. Nie wiem, czy to kominy cenowe, chyba nie, ale doszliśmy do wniosku, że sporą część prac wykonamy sami (małżonek jest niezły w te klocki), bo szkoda nam kasy. Przykładowe ceny: wymurowanie 1 mb komina dwukanałowego 100 zł, 1 m2 ściany z kratówki 18 zł, wylanie ławy fundamentowej + szalunek, wykop, beton – 25 zł za m bieżący fundamentu. Nie jest to kosmos, ale też nie jest to cena, z której jesteśmy zadowoleni. Trudno, niech już robi , bo dobrze pracuje – czasem warto w takie sprawy zainwestować i nie denerwować się, że coś jest nie tak. A w ogóle to jak wstawić zdjęcia? Dzisiaj jest drugi dzień prac, zalana ława pod ścianę nośną, fundament pod komin i prawie cała wstępna wylewka na posadzkę. Jak na jednego fachowca chyba nieźle.  🙂

No i fotka: stan po dwóch dniach pracy pana.

Wysłany: Pią, 9 Marzec 2007 18:19

Walczymy. Dzisiaj została wymurowana prawie cała ściana nośna wewnątrz – dzieli adaptowaną część na duuuuużą kuchnię i jadalnię. Oprócz tego mały kibelek. Kuchnia będzie naprawdę duża – około 12 m2. Z oknem na podwórko i zlewem pod tym oknem. Z dużymi wygodnymi blatami roboczymi i wielką ilością półek, żeby było gdzie trzymać te stosy naczyń dla gości. Zaczął się też murować komin – z poniemieckiej cegły rozbiórkowej, tzw. półklinkier. Ma dwa przewody dymowe i nasz murarz jest ogromnie niezadowolony, że musi murować przycinając cegły – wg niego to już jest nietypowy komin. Trochę to denerwujące. Ale jak na razie nie jest źle – poza jednym. Mieliśmy naprawdę świetną kierbud. Rzeczowa, szybka, bezproblemowa, znająca się na rzeczy, mająca mnóstwo swoich znajomości i załatwiająca tańszych geodetów (bo mieli wobec niej zobowiązania), krótsze terminy papierkowe itd. Było naprawdę znakomicie. No i rozchorowała się i … umarła. Jest nam ogromnie żal – była dobrym człowiekiem i świetnym fachowcem. A my zostaliśmy teraz jak dzieci we mgle. Skąd tu teraz wziąć dobrego kierbuda na wsi? Nie wiem, chyba polecimy do gminy, tam jest jedna facetka od spraw technicznych i ma uprawnienia. Chyba dobrze będzie mieć kierbuda – pracownika gminy, zawsze jest szansa, że coś pomoże. Ale naszej Danusi i tak nie zastąpi…  😥

Pan pracuje i się nie obija:

Wto, 13 Marzec 2007 22:19

No i walczymy! Pan naprawdę sam stawia już komin, bo ścianę nośną skończył. Komin ma już wysokość jakieś 2, 70 m. Pan sam taszczy wszystkie cegły na górę rusztowania, przerzucając je „z piętra na piętro” sam i ręcznie. Chyba uwierzę, że budowanie jednoosobowo jest możliwe. Teraz wygląda to tak:

Dzięki za komentarze – to miło wiedzieć, że ktoś czyta to, co człowiek tu napisze i chce się wypowiedzieć. Po więcej szczegółów o nas i naszym gospodarstwie zapraszam na naszą stronkę – adres pod postami.
A najgorzej to było dzisiaj z belkami stropowymi. Facet w tartaku powiedział w sobotę, że belki dzisiaj będą i je przywiozą. Dostawa się spóźniała, zadzwoniliśmy. A facet betrosko zeznał, że belek nie ma, bo pracownicy mieli w sobotę wypłatę, napili się i nie chcieli zostać w pracy. I on nas nie powiadomił, że tych belek nie będzie tylko czekał, aż my zadzwonimy, bo ich nie ma! Zadzwoniliśmy do drugiego tartaku – nie przyjmą zamówienia, bo mają tyle, że nie dają rady. Zadzwoniliśmy do trzeciego – nikt nie odbiera telefonu. Zadzwoniliśmy do czwartego – od dwóch dni nie mają drewna, czekają na dostawę, ale przyjęli zamówienie na belki na czwartek, czyli za dwa dni. Ciekawe. I co Wy na to?

Wysłany: Czw, 15 Marzec 2007 23:21

Juhuuuuu, są belki stropowe! Udało się! Już leżą i czekają na założenie, a mąż ukochany właśnie się głowi jak tu zrobić i się nie narobić. Chyba zaprzęgnie naszych synusiów do roboty – już mogą… 😉

Wysłany: Sob, 17 Marzec 2007 14:53

Haaaaa, belki stropowe założone! Zaczyna to przypominać te pomieszczenia, które sobie wymyśliliśmy. Belki oczywiście będę widoczne na suficie. No, no, coraz bardziej optymistyczna jestem. Tylko muszę znaleźć adres dobrego okulisty – co do portfela zajrzę, to nic nie widzę…

A w stodole teraz tak:

Wysłany: Sro, 21 Marzec 2007 09:28

No i mury się pną do góry! Komin rośnie z tempie wielkim, a pan nadal pracuje sam! Niewątpliwie fenomenalne, ale on sam w błyskawicznym tempie przerzuca sobie cegły i zaprawę na te 7, 8 i 9 metrów do góry, potem to muruje. Pierwszy raz coś takiego widzę! I się cieszę. A małżonek jaki szczęśliwy… Ho, ho… No to fotka:

i jeszcze jedna:

A dzisiaj od rana pada deszcz, małżonek poleciał na dach z kawałem foliii, a pan nie przyjechał – bo i po co.

Wysłany: Sob, 24 Marzec 2007 09:35

Ha, to tylko MY myśleliśmy, że nie ma po co przyjeżdżać. PAN był zupełnie innego zdania i przyjechał jak tylko my oddaliliśmy się w kierunku miasta. Wracamy, a pana nie ma, ale za to komin stoi!  😀

Teraz mała przerwa do poniedziałku, bo pan musiał wyjechać. W poniedziałek zamknie otwór w dachu i zabierze się już za murowanie ścian działowych. A my już myślimy, kiedy zawezwać zduna do stawiania kuchni kaflowej. 😀 SUUUUUUUUUUPER!!!

Wto, 27 Marzec 2007 08:39

Prace posuwają się zgodnie z harmonogramem! Komin skończony, dzisiaj już rośnie ściana działowa do kuchni, wszystkie belki stropowe założone… Żyć, nie umierać! Planujemy dokończenie tego własnymi siłami i mam nadzieję, że przed sezonem uda się nam. W tym roku nie będziemy robili tynków w jadalni (zresztą w ogóle nie będziemy) tylko pomalujemy cegły ładnie na biało. W przyszłym roku zrobimy jeszcze dwa pokoje, a jadalnię obłożymy drewnem. Zależy nam na stworzeniu iluzji ściany wykonanej z drewna, a nie obłożonej boazerią drewnianą. Po południu zrobię trochę zdjęć, to załączę. W sadzie już zakwitają brzoskwinie, w warzywniku już wschodzi marchewka… Żyć, nie umierać! Taki piękny dzień!  😀

Wysłany: Sro, 28 Marzec 2007 20:37

Haaa, gotowe! Ściana kuchenna stoi i teraz naprawdę już można sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądało. O tak:

To nasz piękny nowy komin

Taki jest od wewnątrz:

Po prawej jadalnia, po lewej kuchnia:

Tak się cieszę, że coś widać! Kiedy się wejdzie do stodoły, to od razu widać, że tutaj będzie coś na kształt domostwa. 😀 A my już myślimy, żeby zduna zamawiać – nie wyobrażam sobie egzystencji bez kuchni kaflowej. Oszczędność gazu i prądu, prawdziwa domowa atmosfera, no i ten smak… Na żadnej innej kuchence tak się nie ugotuje jak na tej! 😀  😆

Wysłany: Pon, 2 Kwiecień 2007 21:37

Mąż pracuje już sam, bez pana murarza. Pan zakończył swoją pracę i poszedł dalej pracować. A Mąż walczy ze wstawianiem okien. Jak zrobię fotki to wkleję. Jutro powinien przyjechać zdun na wizję lokalną, co bardzo mnie cieszy, bo planowanie to chyba najprzyjemniejszy etap budowania. Może zrobimy tę kuchnię ze starych kafli piecowych, które mamy zachomikowane? To by było najlepsze wyjście, bo kafle pochodzą z naszego domu i pasują tutaj najlepiej na świecie. Mam nadzieję, że ich wystarczy i że zdun zakwalifikuje je do użycia. Póki co trzeba jutro od rana je wyciągać i liczyć, żeby sprawdzić, czy wystarczy. No to do roboty!

Wysłany: Sro, 11 Kwiecień 2007 10:45

No, no, no… Dawno niczego nie napisałam… To wszystko przez nawał pracy! Ale prace posuwają się naprzód. Po długim namyśle Mąż wstawił okno i zabrał się za rozprowadzanie rur kanalizacyjnych w podłodze. Ja siedzę i rysuję kuchnię kaflową, bo muszę teraz jechać do Krakowa, a po powrocie przychodzi już zdun. No i za jakieś dwa tygodnie powinnam mieć postawioną kuchnię i rozprowadzone rury. Jak tylko odpowiednio przekonująco zadziałam na Męża… hahaha… Ostatnio Froschka przeprowadziła inspekcję na naszej budowie i chyba jeszcze jej się to nie widzi. Muszę zaprosić ją w maju, jak będzie więcej zrobione. Może Gagata też się zdecyduje zajrzeć…

Wysłany: Czw, 12 Kwiecień 2007 17:40

Skoro było takie życzenie to pokazuję stodołę w całej okazałości:

Tak wygląda od podwórka, czyli to jest to, co widać z głównej ulicy naszej wsi (głowna ulica, znaczy się, jedyna, no…), a niżej:

widok od strony lasu. Od podwórka ta strona z oknem będzie dla gości, od lasu to ta strona z kominem. Nie damy gościom całej stodoły, bo mamy 20 ha do uprawy i gdzieś te wszystkie maszyny i stosy „niezbędnych” klamotów muszą się pomieścić. 😉  😀

Wysłany: Sob, 14 Kwiecień 2007 05:30

Od samego rana i od kilku dni zastanawiam się, czy robić w kuchni kaflowej podkowę. Ale chyba z tego zrezygnuję. I tak muszę założyć bojler elektr., żeby goście na górze mieli ciepłą wodę do kąpieli, a podkowa spowoduje dodatkową plątaninę rur, nie mówiąc o wieeeeelkim zbiorniku wiszącym bezpośrednio nad kuchnią… Bleeeee… OK, chyba zdecydowałam, nie? Przez parę dni roboty będą stały w miejscu, bo jestem w Krakowie na targach turystycznych (bardzo lubię tu przyjeżdżać), ale za to jak wrócimy… No! Jak z kopyta!

Wysłany: Sob, 21 Kwiecień 2007 16:16

Wróciliśmy z targów i już zadzwoniliśmy do zduna. Będzie od poniedziałku robił kuchnię. I każę sobie zrobić taką, jak ma Gagata – wysoką na 3 kafle! Agatko, jeszcze raz dzięki – było po prostu super, a Wasze gospodarstwo… 😮 No, majtki nam spadły!!! 😆

Wysłany: Nie, 29 Kwiecień 2007 17:46

Oj, zaniedbałam mój dziennik…  😳
Ale do rzeczy: zdun w końcu się sprawił i został sprawcą pięęęęęęknej, ogroooomnej kuchni. Mama Męża natychmiast usmażyła na niej pączki – taka jest piękna! O, proszę:

I jeszcze jedno:

W tym roku tynków w kuchni i jadalni nie będzie – zostanie to tylko pobielone. I tak uważam, że jest PIĘKNIE, bo ta kuchnia…  😀

a kolejność prac jest cokolwiek odwrócona, ale co to komu szkodzi, że Mąż dopiero teraz stawia drugą ścianę w kuchni? Zwłaszcza, że robi to tak pięknie!  😆

Wysłany: Czw, 3 Maj 2007 12:30

I ściana stoi! Wczoraj cały dzień wyżywałam się „artystycznie” (hahaha) i pomalowałam kuchnię na biało:

No i zamieszczam jeszcze kilka zdjęć kuchni, zgodnie z prośbą Mroovki. Oto kuchnia w roli głównej:

wedle prośby, z góry:

i z boku:

Gagatko, dziękuję Ci w tym miejscu za inspirację w kwestii kuchni – bez Ciebie nie przyszłoby mi do głowy kazać zdunowi stawiać kuchni na górnych ozdobnych gzymsach. Zwykle stawiają na cegłach klinkierowych. A tak – jest po prostu piękna dzięki Tobie!!! 😀

Wysłany: Czw, 10 Maj 2007 22:27

Trochę znowu odpuściłam, ale… Prace polowe nam się spiętrzyły i Mąż musi ganiać po polach jak szalony, dobrze, że wreszcie trochę popadało, bo już zastanawialiśmy się, czy uda się coś posiać na naszej glince, która zaschła na beton. A tak pole zostało przeorane, traktor się napracował przy tym, bo taki „beton”, że iskry spod pługa szły, zanim to ugryzł, ale w nocy znowu padało i pole namaka ile wlezie. A w doskokach Małżonek poleciał ściąć na łące parę drzew, żeby z nich zrobić sufit do naszej kuchni. Dziś już to okorował i obiecał, że jutro zacznie przykręcać półżerdki do belek stropowych. mam nadzieję, że będzie ładnie! Pracy przed Nim huk, bo planujemy kuchnię murowaną i chyba też sam to wykona, nie stać nas na firmę, a w kredyt ani nie chcemy, ani nie możemy wejść. ŻADEN bank nie chce poważnie rozmawiać z rolnikami o kredytach. Niech się wypchają, i tak sobie damy radę, a oni nie zarobią na nas. A ja pochłonięta ogl,ądaniem zdjęć – co drugi dzień dostaję nowe zdjęcia swojej nowej siostrzenicy. Ania przyszła na świat 5 maja, zdrowa i piękna, ważąca 3450. Matko, jak wrócę pamięcią do narodzin moich dzieci… Takie maleńkie, takie słodkie były… A teraz takie chłopy po 185 cm… Nie wiem, kto im pozwolił podorastać, ale to stanowczo za szybko, takie 18 lat. Już się boję, jak to będzie, kiedy wyfruną na studia.

Wysłany: Nie, 13 Maj 2007 07:04

Ależ się wczoraj napracowaliśmy… Wyobraźcie sobie leżący przed Wami hektar pola, a nim mnóstwo perzu, któremu nikt od kilku lat nie przeszkadzał. Pracowaliśmy w kilka osób i udało nam się oczyścić i przygotować do użytku jakiś ar – bo potem trzeba było przygotować i zjeść obiad oraz… elegancko się ubrać i jechać na premierę przedstawienia szkolnego koła teatralnego, w którym występuje dziecko. Przdstawienie owszem, podobało mi się, ale jeszcze bardziej podobało mi się moje dziecko. Ma talent aktorski, to widać. Jest taka iskra Boża, z którą trzeba się urodzić i on miał to szczęście. A stodoła posuwa się naprzód, chociaż w żółwim tempie. Mąż walczy z doskoku między kolejnymi polami. Ale mogę pokazać rezultat jego starań – powstający sufit w kuchni.

Nie mogę już się doczekać końca tego remontowania w stodole. Najbardziej to uczucie staje się dokuczliwe wtedy, kiedy prace drastycznie zwalniają – tak jak teraz. No cóż, muszę być cierpliwa…

Wysłany: Pią, 1 Czerwiec 2007 13:52

Uffff, nareszcie prace budowlane ruszyły trochę z miejsca. Małżonek ukochany zdołał na chwilę oderwać się od prac polowych i zrobić mi sufit w kuchni. Suuuper!!! Zaraz pokażę Wam, jak to wygląda:

Jestem naprawdę zadowolona. Na suficie Mąż przykręci mi jeszcze haczyki – suszę sporo swoich ziół, lubię, kiedy wiszą w kuchni… I oczywiście wianki czosnku, cebuli i kukurydzy i papryki… Obok okna postawimy kredens, taki sosnowy, w dawnym wiejskim stylu. Stół, krzesła, obrazki… 

Wysłany: Pią, 15 Czerwiec 2007 12:19

No i masz babo placek! Paweł miał dzisiaj do obiadu zaorać pod grykę, a po obiedzie wykuć bruzdę pod nadproże do okna w jadalni. Tymczasem – ciągnik złapał gumę. W samochodzie to jest kwadrans, w ciągniku – więcej niż pół dnia. Jak nie urok to przemarsz wojsk radzieckich…
Spróbowałam uczynić tę nową kuchnię bardziej „mieszkalną” i przyjazną. Pokażę Wam może efekty moich poczynań. Powiesiłam jakieś obrazki (haftowane przeze mnie krzyżyki), lambrekinek nad oknem (też mojego wykonawstwa), mam nadzieję, że Paweł dzisiaj jednak zdoła chociaż przykręcić haczyki do belek w suficie – zebrałam i powiązałam do suszenia estragon, hyzop, tymianek, oregano, miętę, melisę, szałwię… Bardzo mi trudno tak czekać tygodniami na każdy, najdrobniejszy nawet etap budowy. Niestety, nie możemy sobie pozwolić na wynajęcie ludzi, prac polowych jest dużo i efekt jak widać.
No ale obiecałam zdjęcia:

Napiszcie, proszę, co o tym sądzicie – zależy mi, aby poznać Waszą opinię o wyglądzie kuchni. Oczywiście te gołe cegły nie są docelowe, w przyszłym roku zostaną zarzucone takim nierównym tynkiem, który, mam nadzieję, dopasuje się do starych sypiących się otynkowanych ścian stodoły. Uważam, że taki stary tynk ma niepowtarzalną fakturę, chciałabym to zachować. Jak Wy uważacie?

Wysłany: Sob, 16 Czerwiec 2007 17:16

No dobra, to o paskudnej szafeczce… Stoi tylko na chwilę. Tylko dlatego, że nie ma na razie nic lepszego. Tylko dlatego, że jeszcze nie nazbierałam na kupno ładnego drewnianego staroświeckiego kredensu kuchennego, który stanie w tym miejscu. Już go dawno wypatrzyłam, tylko kasa… Ale go kupię!
A tymczasem jeszcze jedno zdjęcie z kuchni, które być może doda trochę klimatu. Ostatnio nijak nie mogłam pobrać kodu z fotosika…


Tę półeczkę chyba jednak odczyszczę do białego drewna. Zastanawiałam się, czy zostawić czy czyścić. W gospodarstwach francuskich i niemieckich widziałam takie nieczyszczone, używane normalnie, dla zachowania większej autentyczności. Ale chyba jednak ją odczyszczę… Proszę o radę w tej kwestii!!!

Wysłany: Pią, 22 Czerwiec 2007 19:50

No to witajcie ponownie. Humorek mi się wyraźnie poprawił, bo od kilku dni Mąż znowu dał się zapędzić na budowę i teraz w pocie czoła montuje duże dwuskrzydłowe okno w jadalni. Montaż nie jest sprawą łatwą, bowiem w tym wypadku nie polega to na wstawieniu okna w otwór i zapiankowaniu. Najpierw trzeba przez kilka dni kuć otwory pod nadproża – dwa ogromne tregry stalowe, z rezerwą długości na planowane w przyszłości przeszklone drzwi na taras. Potem trzeba te ogromne i ciężkie tregry wstawić na górę. Teraz można wykuć otwór okienny – coś około 2 x 1,5 m. Po załatwieniu tegoż należy umieścić okno we właściwym miejscu i… obmurować otwór ładnie, tak, aby obramowanie okna nie różniło się od reszty ściany. Polega to na mozolnym dopasowywaniu poszczególnych cegieł i wmurowywaniu ich równiutko przy krawędzi okna. Kosztuje mnóstwo pracy, ale okno wygląda tak, jakby tu było od zawsze. Ileż łatwiej byłoby na budowie, gdzie stawiany jest nowy dom… Ale nie zamieniłabym się. Chyba… Po zrobieniu okna zostanie mu już tylko ściąć kawałek naszego lasku na drewno, okorować, pociąć, zrobić sufit taki, jak w kuchni, potem zrobić drewnianą ścianę działową, też z półokrąglaków, a na koniec tegorocznych prac w stodole ozdobny tynk z kamieniami w miejscu kominka i oczywiście woda + szafki w kuchni. Sporo jak na jedną osobę, wiem. I podziwiam Go. Jednak nie mówię Mu tego za często, bo jeszcze by się zbiesił… Za to jak skończy, nagroda Go nie minie. I, wierzcie mi, będzie zadowolony!

Wysłany: Nie, 1 Lipiec 2007 12:08

Trochę od końca to będzie, bo najpierw zdjęcia sufitu i jeszcze czegoś… No to sufit w roli głównej:

Tutaj inny fragment – zioła już się suszą, choć to nie wszystkie jeszcze:

A tutaj zbliżenie:

A sufit robi się bardzo prosto. Wzdłuż belek stropowych Paweł przykręcił dość szerokie listwy – z obu stron belki, prawie równo z jej górną krawędzią. Potem pociął olchy wzdłuż pnia na pół. Tak uzyskane półokrąglaki po kolei przycinał i przykręcał od spodu do tych dodanych listew zwykłymi czarnymi wkrętami. Można by jeszcze pobawić się i wyżłobić miejsce wejścia wkręta w taki sposób, aby główka wkręta „zagłębiła się” w półokrąglak i nie wystawała z niego. Potem taki zagłębiony łeb maskuje się szpachlą do drewna lub drobnymi trocinami zmieszanymi z lakierem i nałożonymi w to miejsce jako papka. Ale uznaliśmy, że to za dużo jak na jednego człowieka – kuchnia jest wiejska i w wiejskiej chałupie pewna surowość i przaśność jest dozwolona a nawet wskazana.

Jak mi się uda wstawić zdjęcia na fotosik, to za chwilę pokażę Wam nowe okno w jadalni. Mnie się bardzo podoba!

Wysłany: Nie, 1 Lipiec 2007 12:30

Najpierw jednak zdjęcia „jeszcze czegoś”. Gagatko, patrz – mam kredens! Paskudna szafeczka wróciła na swoje poprzednie miejsce – między narzędzia Męża. A kredens wydał mi się bardzo pasujący do klimatu miejsca, wg mnie widać, że „jest stąd”.
Oto kredens w roli głównej:

Tak to wygląda razem z kuchnią kaflową:

A taką biblioteką posiłkuję się ostatnio…

Te przetwory to teraz najbardziej czytana książka w naszym domu! Część moich słoiczków z ubiegłego roku stoi w kredensie. Lubię robić przetwory i robię ich dużo. To chyba z pazerności – jak zrobię słoiczki, to mam pełne półki, a obiad to od razu zjedzą… 😆

Wysłany: Nie, 1 Lipiec 2007 13:31

Wreszcie mam okno w jadalni… Było tak:

Potem było wielkie kucie dziur i wstawianie nadproża (potężny stalowy treger, a właściwie dwa obok siebie) oraz belek stropowych:

Potem było mozolne uzupełnianie cegieł – tak, aby to wyglądało, jakby tu było od zawsze:

I teraz mam taki widok z jadalni:

Ten basen nie wygląda najpiękniej , ale ważne było jego powiększenie, bo goście stali w kolejce do starego… Oczywiście żartuję, ale był trochę za mały. 3,66 m średnicy to niezbyt wiele. Tyle ma teraz krótszy bok basenu. Dłuższy ma ponad 6 m. Goście się mieszczą!  😀

Wysłany: Czw, 12 Lipiec 2007 07:49

No to praca wre… Mąż tak się przejął zapowiadaną wizytą pewnych baaaaardzo miłych Forumowiczów, że popędził do stodoły i robi sufit, aż furczy. Niniejszym dziękuję za to mojej ulubionej Miłośniczce Off-roadu i Jej R.! No i mam nadzieję, że zapowiadana wizyta dojdzie do skutku. Prawie połowa sufitu jest już gotowa, plany na dzisiaj są wielkie – może nawet do końca sufitu… Super! W jadalni zostałaby Mu tylko ściana z drewna do zrobienia, a to dla Niego jeden dzień roboty i to niecały! Potem wkraczam ja z białą farbą, a Mąż robi dekor obok kominka i … pędzi zakładać wodę w kuchni!

Wysłany: Pon, 30 Lipiec 2007 16:38

Oj, zaniedbałam dziennik znowu. Ale to dlatego, że pracowaliśmy oboje w stodole nad jadalnią i nie było czego pokazywać. Ale dzisiaj się zrehabilituję i pokażę prawie gotową jadalnię. Można już ją „używać”, trzeba jednak jeszcze dodać coś niecoś tu i ówdzie – ale to jesienią, ajk będą wianki z cebuli, suszone trawki i takie tam. Prace na ściasnach to moje gobelinki i haftowane krzyżykami obrazy, lubię to robić. Wreszcie mam gdzie swoje „szmatki” pokazać, bo przecież lubimy jak ktoś popatrzy i pochwali, nie? No to teraz zaszalejemy i będzie fotoreportaż.

Wysłany: Pon, 30 Lipiec 2007 16:47

No i chciałam jeszcze dodać, że WSZYSTKIE meble są absolutnie autentyczne. Ława (tutaj to się nazywa … bambetel ) to taka „starożytna” wersja narożnika kuchennego z litego drewna. Skrzynia to autentyczna skrzynia posagowa prababci mojego Męża, a na widocznym kołowrotku jeszcze niedawno Mama Męża przędła. Nawet sama wczoraj mówiła, że w razie czego może zrobić mały pokaz dla gości. Cieszę się, że mamy prawdziwe nasze stare sprzęty, nie trzeba było robić „udawanego” gospodarstwa. 😎

Wysłany: Sro, 15 Sierpień 2007 20:17

Jadalnia zaczyna wyglądać na zamieszkałe pomieszczenie. Doszyłam trochę szmatek, poduszek, zasłonek, powiesiłam trochę ziół, dodaliśmy wieniec dożynkowy naszej wsi sprzed kilku lat – to ten młyn… Popatrzcie i oceńcie, proszę. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba…

Wysłany: Sro, 15 Sierpień 2007 20:24

I jeszcze zapomniałam napisać, że ta mietła na ścianie to zabytkowa moja, teść mi zrobił swego czasu na sabaty… Teraz mam nowszy model, brzozową…:lol:

Wysłany: Sro, 22 Sierpień 2007 18:50

No to piszę, żeby mnie już nie opier…lali dobrzy ludzie. Dzisiaj w stodole zebrało się mnóstwo osób ze wsi. Przygotowania do niedzielnych dożynek są w pełni! Chłopy zrobiły szkielet wieńca dożynkowego z giętkich leszczynowych pędów, a baby wioskowe zebrały się i pletą ten wieniec. Ładnie go pletą. Zrobiłam zdjęcia. Jak wrzucę na fotosik, to pokażę. Chyba dzisiaj nie dam rady, bo zmianę turnusu mam i dużo roboty z tym. No i jeszcze szaleństwo słoiczkowe – przetwórstwo domowe w rozkwicie!

Wysłany: Sro, 22 Sierpień 2007 21:14

Zakończył się dzień pracy inwestorki na wsi. 10 słoików konfitury z zielonych pomidorów gotowe. Syrop też zlałam i zabutelkowałam. Wszystko popasteryzowane (nijak nie wierzę w te nowinki z zakręcaniem gorących i odwracaniem ). Pokoje gości sprzątnięte, pościel przebrana, stara wyprana i wysuszona. Poskładana, czeka na magiel. Elektryczny, na zimno.
Upiekłam dziś babkę. Babka piaskowa pomarańczowa z lukrem, zwykła. Ale nie całkiem. Była pieczona w duchówce naszej kuchni kaflowej w stodole. Piekła się dwa razy dłużej niż w przepisie. Ale – jest pyszna. Mniam. I to jeszcze nie wszystko. Nie dość, że to pierwsze ciasto z duchówki od wielu lat w domu, to jeszcze w jakiej foremce! Dostaliśmy ją od naszego dobrego kolegi (dzięki, Krzychu! ). A forma jest wielkości dobrej staropolskiej tradycyjnej baby i wykonana z kamionki, polewana. Znacie te garnki, zwane kamiennymi? To właśnie taka wielka forma do baby. Niewiarygodnie gruba i ciężka. Ale CIASTO WYSZŁO!
No i jeszcze zasypałam cukrem kolejną porcję zielonych pomidorów, żeby „naciągnęły” przez noc. Uff… Oczy mi się same zamykają. Oczywiście jeszcze ten wieniec „po drodze” był. Nie miałam czasu go robić, sprawę pilotowała Mama Męża, ale zaglądałam, przygotowałam kawę i herbatę, porobiłam zdjęcia. A i tak mam wrażenie, że o czymś zapomniałam.
Aha – poszukujemy żony z miasta dla 42-letniego kawalera ze wsi! Nie pije, nie pali, nie przeklina. Potrafi gotować i sprzątać. Pracowity. Nie miał czasu przez to czasu żony znaleźć. Znacie chętne na siedlisko wiejskie ? 😆

Wysłany: Nie, 16 Wrzesień 2007 20:26

Tiaaa… Zaniedbało się trochę dziennik…
No to ja może opiszę co się nam przydarzyło w lesie. W piątek pojechaliśmy na grzyby. Jeździmy zazwyczaj do lasu – wielkiego. Naprawdę wielkiego, po kilkadziesiąt kilometrów samego lasu i bezdroży w każdą stronę. No i nazbieraliśmy grzybków 4 kosze, zmęczyliśmy się, wracamy do domu. Po drodze mijamy takie przesieki całe obsadzone brzozami:

To ja mówię do Męża:
– Weź no stań, pewnie tutaj będą kozaczki, szkoda tyle dobra na zmarnowanie zostawić.
Wleźliśmy w te brzózki, grzybów zatrzęsienie, prawdziwki jeden za drugim, aż się zdziwiliśmy.
Dawaj zbierać. I już wracamy do auta, bo koszyki pełne, aż tu nagle do Męża podchodzi bardzo wolno, jakoś tak „znikąd” człowiek. Kaleka. Brudny i ubrany w jakieś łachy. Mówi coś bardzo niewyraźnie. Wyciąga rękę do Męża. To ja myślałam, że chce czegoś. Lecę, żeby zobaczyć (ciekawa jestem trochę , tak z natury). A ten człowiek trzyma w ręce dowód, 50 zł i …płacze. Rozdzierająco, żałośnie. Jak dziecko, chociaż z wyglądu miał około 50 lat. Coś znowu mówi. Wsłuchałam się… „Ja głodny bardzo jestem…” I szloch nim całym wstrząsa. Serce mi po prostu stanęło. Dookoła – las głuchy. Skąd się tu wziął? No to ja rozpoczęłam dochodzenie:
– A skąd Pan przyszedł?
– A, tam… – pokazuje ręką nieokreślony kierunek.
– A ile dni Pan tutaj chodzi?
– Pani, nie wiem, ja głodny jestem… – wstrząsa nim znowu ten szloch. – Wczoraj pan dał gołąbków… Ja ze szpitala wyszłem, lekarka powiedziała „Idź sobie” – poskarżył się. – Leczyli plecy, i nogę, i brzuch… Głodny jestem… – płakał.
Mną wstrząsnęło. Mówię do Męża:
– Daj mu gruszki (to było jedyne co mieliśmy do jedzenia), najpierw jedną. Bałam się, żeby skurczów żołądka mi jeszcze nie dostał. Gruszka zniknęła w okamgnieniu.
– Pani, a pieniążka trzeba dać? – pytał, wyciągając do nas 50 zł. (Czujecie moje wrażenia, nie?)
No to ja w końcu za telefon i na alarmowy. Nikt nie odbiera. Za trzecią próbą zgłasza się policja w Zielonej Górze. Na moje dictum, że mamy tu takiego zabłąkanego Pana, policjantka pogrzebała w komputerze i mówi, że mają tę osobę, jest niepełnosprawny (jak to ujęła „trochę chory”). Uzgodniliśmy, że podjedziemy z nim do krzyżówki na szosie i tam przejmą go policjanci z patrolu.
Słuchajcie, ja nie wiem, co to była za lekarka i na ile składnie mówił ten człowiek o swoim leczeniu. Ale wiem, że ktoś, kto wypuszcza samopas ze szpitala tak upośledzoną osobę, nie powinien być lekarzem. A żeby ją… No, wiecie co. Miał wypis sprzed kilku dni, nie zmyślał. Do końca życia nie zapomnę jego żałosnego dziecięcego szlochu i skargi, że jest bardzo głodny… Zawieźli go do lekarza, po drodze dali mu wody, bo nie jadł i nie pił od kilku dni. Co dalej – nie wiem, mam nadzieję, że człowiek ten znajdzie opiekę, bo policjanci obiecali nam, że sprawdzą warunki u niego w domu i zadbają, żeby znalazł się w godziwych warunkach. Gdyby został w tym lesie, zginąłby niechybnie z głodu i pragnienia, bo wyglądał i mówił tak, że nikt mu nie chciał pomóc, każdy myślał, że to pewnie jakiś menel. A las jest ogromny i taki zagubiony człowiek sam z niego nie wyjdzie.
Tak bardzo się cieszę, że Bóg postawił go na naszej drodze – mieliśmy sposobność zrobić coś ważnego. Niesamowite uczucie. I tak to szukaliśmy grzybów, a znaleźliśmy… Człowieka w potrzebie. Cudowne uczucie – okazaliśmy się potrzebni na tym świecie.

Wysłany: Pon, 17 Wrzesień 2007 19:30

No dobra, pochwalę się Wam:

To jest „urobek” z dwóch dni. Te jedne już wysuszone, te następne czekające w kolejce. A jeszcze brak tych kilkudziesięciu zrobionych słoiczków (wczoraj i dzisiaj). 😀

Wysłany: Wto, 25 Wrzesień 2007 18:37

Życie jest piękne jesienią! Dziewczyny – kocham Was!  😀

Czw, 4 Październik 2007 19:51

Zapraszam na spacer do mojego ogrodu…

Wysłany: Pią, 2 Listopad 2007 19:44

Skoro już spacerujemy, to teraz skierujcie się ze mną, proszę, na mały wiejski cmentarzyk. Szeleszczą tu liście, jest cicho, nie słychać żadnych rozmów, jedynie pojedynczy odwiedzający przemykają jak duchy. Na cmentarzyku jest jasno i rozchodzi sie zapach płonących zniczów. Zapraszam na chwilę zadumy.

Dziękuję, że wybraliście się tutaj ze mną.

Wysłany: Sob, 17 Listopad 2007 22:29

Dziś stodoła miała wielki debiut imprezowy.
Synek urządza imprezę osiemnastkową dla koleżeństwa.
Mają bufet i jakoś sobie radzą. Jest stół i wszystko, co potrzebne, ciepłe dania stoją w sąsiedniej kuchni, na blasze kuchni kaflowej, jest centrum muzyczne, stolik DJ-a i płyty, a także miejsca siedzące w sali dla panien i kawalerów, którzy wolą rutkę siać niż tańczyć. 😉 😆

Mąż podejrzał ich raz, bo zaniósł im ciepłe danie z piekarnika. Mówi, że właściwie to cicho tam jest, siedzą i gadają, a muzyczka gra niezbyt głośno. 😮

A w telewizji: WE ARE THE CHAMPIONS!!!!! Jesteśmy w finale piłkarskich Mistrzostw Europy!!!!!!! Hurrrrrrrrrrrraaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

We are the champions, my friends!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

CIĄG DALSZY – KLIKNIJ

Posted 9 kwietnia 2010 by podsosnami

%d blogerów lubi to: