Archive for the ‘Las’ Tag

Pyszna aroniówka z liśćmi wiśni   8 Komentarzy

No wieeeeem, jak zwykle w sezonie opuściłam się i mało piszę… 😉 Postanowiłam się zrehabilitować i na prośbę Ani z kołowrotkiem zamieścić przepisik bardzo na czasie, na pychotną aronióweczkę!
Potrzebujemy:
1,5 l wody
2,5 l wódki czystej
1 kg owoców aronii
400 liści wiśni
2 kg cukru
2 cukry waniliowe
garstkę gożdzików
3-4 cytryny

Do wody dodać wszystkie składniki poza wódką i zagotować przez pół godziny. Zostawić na noc, rano odcedzić, dodać wódkę, rozlać do butelek. Gotowe!
Prawda, że szybciutkie?
Ja jednak zazwyczaj dodaję jeszcze trochę syropu (wody z cukrem i wanilią), bo ta wersja, jaką podałam jest dla mnie trochę za mocna. Rozcieńczam ją więc jeszcze wodą z cukrem dotąd, aż uznam, że nie szczypie mnie w gardło i język i dopiero wtedy uważam aroniówkę za gotową. Mniam!
103_0342

103_0340

Kończy się nam sezon, grzybów już coraz mniej…
A piękne były w tym roku, las rozsłoneczniony, wspaniały, grzyby przepyszne!

103_0099

103_0086

103_0087

103_0098

Po cichu Wam powiem, że szykują się jeszcze pewne niespodzianki na koniec tego sezonu, ale… o tem potem!

Reklamy

Czosnkowy pasztet z kań   11 Komentarzy

Ha! Chłop pole z kaniami zdybał! Patrzył i własnym oczom nie wierzył. Na dowód (bo wiedział, że i nam będzie trudno uwierzyć) pstryknął kilka zdjęć. Pole wygląda tak:
DSC_0114
DSC_0103
DSC_0105
DSC_0117

No i trzeba było coś z tym zrobić…
Suszenie to najłatwiejsza ale i najbardziej banalna możliwość, szukałam więc czegoś ciekawszego. I znalazłam! Czosnkowy pasztet z kań! Ponieważ nawet o czymś takim nie słyszeliśmy, postanowiliśmy przepis wypróbować. Pasztet został wykonany i spróbowany…
Pyszny! Zwłaszcza jeszcze ciepły, pychota! I smakuje prawdziwym pasztetem!
No to do rzeczy, oto przepis: należy wziąć kilogram kapeluszy grzybowych z kań, sparzyć je wrzątkiem i odcisnąć, po czym wszystkie podsmażyć na oleju z obu stron. Potem podsmażyć 2 cebule i 2 ząbki czosnku. Dodać do tego namoczoną i odciśniętą 1 czerstwą bułkę i 3 ząbki świeżego czosnku, po czym dwukrotnie zmielić to wszystko. Do masy dodać 3 żółtka i 4 łyżki tartej bułki, doprawić pieprzem, solą i majerankiem. Na koniec dodać pianę ubitą z pozostałych nam 3 białek i delikatnie wymieszać całość.
Masę wlać do foremki keksowej, posypać z wierzchu tartą bułką i słodką oraz ostrą papryką. Rozgrzać piekarnik do 170*C i piec około 40 minut, wyjąć z foremki dopiero po wystygnięciu.
Pycha, polecam! 😀
DSC_0118
DSC_0120

Smacznego, kochani!

Źródło przepisu – tutaj.

Posted 11 września 2014 by podsosnami in W sosnowej kuchni

Tagged with , , , ,

Wiosenny post zimowy   3 Komentarze

Ha – nie będzie w tym roku radosnego zachwytu iskrzącym się w słońcu śniegiem – zima zafundowała nam wiosnę pełną gębą! Ma to swoje zalety oczywiście, można cieszyć się wiosennym słońcem, w połowie stycznia podziwiać kwitnące pierwiosnki i stokrotki. Ale chyba jednak tęsknię za taką piękną zimą, jaką lubię, ze śniegiem, słońcem, lekkim mrozem.

W lesie za to… nastrój zupełnie jesienny, jakby czas zatrzymał się w październiku i ani myślał ruszyć naprzód. Mech jest intensywnie zielony, aż seledynowy, czuć zapach wilgotnych liści i igliwia, słońce rozświetla las między pniami sosen.

100_8134

100_8135

100_8136W ogrodzie rośliny doszły do wniosku, że to NIE MOŻE być zima…

100_8126

100_8129A ja postanowiłam pokazać Wam porcelanowy raj w następnym poście. Miałam szczęście trafić do serca angielskiej porcelany – hrabstwa Staffordshire. Cóż za uczta dla oka i tortura zarazem! Istną torturą bowiem jest świadomość, że NIE MOŻNA tego wszystkiego mieć.

Czy u Was rośliny cebulowe też już koniecznie chcą rosnąć?

100_8124Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, wsłuchana w miarowy stuk dzioba dzięcioła na naszym dębie. 😀

100_8133

Posted 7 stycznia 2014 by podsosnami in Mój kawałek świata

Tagged with , , ,

Zadumy jesienne   15 Komentarzy

I oto kolejny sezon minął, kolejne lato za nami. Jak zawsze, witamy jesień z radością, bo oznacza obfitość zbiorów w polu i zakończenie pracowitego sezonu agroturystycznego. Jednak pozostaje i nutka zadumy, bo znowu na rok rozstajemy się ze stałymi Gośćmi, takimi, których prawie przyjaciółmi możemy nazwać. Chodziliśmy z nimi na grzyby, jeździliśmy na wycieczki po okolicy, razem gotowaliśmy i wino piliśmy. 😉 Stali się ludźmi nam bliskimi, za którymi tęsknimy. Zostaje jednak po nich ślad. Danusia i Janeczka wiosną zrobiły dekorację nad wejściem do kuchni:

100_7360Potem przyjechała Ewa z Pawłem i powstało miejsce pod tarasem oraz drzwi do ogrodu:

100_6983

100_6957A na zakończenie sezonu ponownie przyjechały Danusia i Janeczka i oto, co tym razem powstało:

100_7359Jadalnia staje się coraz piękniejsza i coraz przytulniejsza, a wszystko za sprawą naszych Gości. 😀

100_7358To takie miłe, kiedy patrzymy na nasze miejsce na ziemi i wiemy, że wciąż się zmienia, wciąż od nowa powstaje, wciąż coś nowego się tutaj pojawia, a wiele z tych nowości ma w sobie kawałek serca innych ludzi dla nas. Tak było, kiedy budowaliśmy, tak jest także teraz, kiedy staramy się to miejsce uczynić piękniejszym i bardziej zadbanym. Dziękujemy Wam, Kochani z serca raz jeszcze!!!

A tymczasem… pozwólcie, że zamiast snuć rozwlekłe opowieści, pokażę Wam, czym Dom Pod Sosnami żył w ostatnich tygodniach i co się działo wokół nas. 

100_7250

100_7254

100_7281

100_7284

100_7323

100_7333

100_7342

100_7367

100_7368Pozdrawiam serdecznie i miłej niedzieli! 

 

 

 

 

 

Posted 6 października 2013 by podsosnami in Mój kawałek świata

Tagged with , , , , ,

Stalag Żagań – historia, która trafiła do Hollywood   17 Komentarzy

Upalna letnia pogoda zapanowała w całym kraju. Żar leje się z nieba, a my usiłujemy normalnie funkcjonować w gospodarstwie, choć bywa to trudne w temperaturach rzędu 36-39*C w cieniu.Basen cieszy się dużym powodzeniem wśród gości, także i my korzystamy często z naszego basenu w ogrodzie. Kuchnia przeniosła się pod chmurkę, a właściwie pod parasol słoneczny. 😉
Ale bywają i nieco chłodniejsze dni, a wtedy warto się gdzieś wybrać. Pamiętacie oskarowy film „Wielka ucieczka” ze Steve’m McQuinnem w roli głównej?
Film opowiada o jeńcach niemieckich, alianckich lotnikach, którzy zaplanowali ucieczkę z obozu jenieckiego, wykonali podziemny korytarz, nazwany przez nich „Harry” (były też inne korytarze, także mające swoje imiona, jak „Tom” i inne) i podjęli próbę ucieczki pod koniec marca 1944 roku. Film nie mówi, gdzie leżał ów obóz, choć zaznacza, że pokazuje historię opartą na faktach.
Obóz ów położony był w lasach pod Żaganiem, przy dzisiejszej szosie na Iłową z Żagania.
Mieści się tam dziś muzeum jeńców wojennych Stalag VIII C i Stalag Luft.
Postanowiliśmy zajrzeć tam i zwiedzić obóz, choć, pamiętna swoich wrażeń ze zwiedzania Oświęcimia, nie paliłam się do pomysłu. Ale mieszkać tak blisko i nie zobaczyć też grzech… Pojechaliśmy wraz z zaprzyjaźnionymi gośćmi.
Najpierw wita nas budynek sali wystawowej i sali projekcyjnej, w której można obejrzeć kilkunastominutowy film, pokazujący historię Stalagu.

100_6624
Na sali wystawowej oglądamy umundurowanie jeńców (mieli prawo go używać), naczynia ze znakami niemieckimi, części wyposażenia i makietę całego obozu. Piękne grafiki i portrety rysowane przez jeńców, szachy, których używali i wiele innych pamiątek.

100_6628

100_6629

100_6630

100_6633

100_6634
Okazuje się, że obóz jeniecki niewiele miał wspólnego z piekłem obozów koncentracyjnych, jeńcy byli traktowani względnie dobrze, otrzymywali regularnie paczki z Czerwonego Krzyża, sprzęt sportowy, narzędzia do majsterkowania, karty do gry i wiele innych potrzebnych rzeczy.
Lotnicy mieszkali w drewnianych barakach, z których każdy miał swoje ogrzewanie, tzw. kozę. Pod jedną z nich właśnie ukryte zostało wejście do tunelu „Harry”, prowadzącego poza obozowe druty.
Obok budynku stoi rekonstrukcja baraku – nie ma całego obozu, został ten jeden barak, zadbany i odnowiony. W poszczególnych salach można zobaczyć wiele fotografii i przedmiotów z tamtego okresu, także zrekonstruowany system wentylacyjny z tunelu „Harry” i wózek do wywożenia wykopanej ziemi, wynoszonej potem na powierzchnię przez tzw. pingwiny w kieszeniach wszytych w nogawki spodni. Pamiętacie ucieczkę z obozu jenieckiego Franka Dolasa, który rozpętał II wojnę światową? Tam właśnie dość realistycznie pokazany jest cały proces budowy tunelu podziemnego „Harry” (tak, te fragmenty filmu też są oparte na wydarzeniach z Żagania!).

100_6635

100_6637

100_6638

100_6639

100_6640

100_6641

100_6642

100_6643

100_6644

100_6648

100_6649
Polaków w obozie było niewielu, większość jeńców to byli Francuzi, byli też Anglicy i Australijczycy oraz inne nacje, Belgowie, Holendrzy, Norwegowie. W Wielkiej Ucieczce brało udział 76 jeńców, w tym kilku Polaków. Ostatecznie przeżyć udało się tylko trójce z nich, resztę wyłapano i w różnych częściach Europy rozstrzelano.
Kilka kilometrów od budynku baraku można pojechać w las zwykłą zaniedbaną polną drogą i dotrzeć do miejsca, gdzie mieścił się barak, z którego było wejście do „Harry’ego”.

100_6670

100_6666

100_6660

Można zobaczyć przebieg tunelu i miejsce jego wyjścia.

100_6658Obok mieścił się szpital obozowy, największy budynek w obozie, jego pozostałości (piwnice i podłogi parteru) można obejrzeć do dziś. Jeńcy mieli tam opiekę lekarską, są fotografie z wizyt u stomatologa, lekarza, porządnych sal chorych z łóżkami i pościelą.

100_6661

100_6665
Szkoda, że ta historia nie jest lepiej wykorzystana, nie ma repliki tunelu, którą można by obejrzeć wewnątrz, nie ma choćby kilku baraków obozowych, brak dobrego oznakowania i dobrego dojazdu do obozu. A przyjeżdża tu sporo turystów z Zachodu, wielu wie bardzo dużo o obozie, często ich bliscy byli jego więźniami.
Tak czy siak – wizyta w obozie uświadomiła nam, że obozy jenieckie wyglądały zupełnie inaczej niż obozy koncentracyjne i że życie w nich nie było tak straszne, jak np. życie w Auschwitz, nie było tam masowej eksterminacji ludzi i ich okrutnego traktowania. Rygorystyczni Niemcy bardzo też dbali o przepisy przeciwpożarowe, baseny p/poż były duże i dobrze rozmieszczone i choć nie wolno było w nich pływać, to regularnie odbywały się na nich np. zawody modeli pływających, zbudowanych przez jeńców.

100_6668
Ciekawi? No to zapraszamy! 😀

Tajemniczy Las i kawa   29 Komentarzy

Ostatnio sporo czasu mam, to i różne myśli mnie nachodzą. Myśleliście kiedyś jak reagujecie na przeciwności losu? Hartują Was czy przeciwnie, powodują przygnębienie i niewiarę w przyszłość? Bo ja staram się być jak kawa… Albo chociaż jajko. Nigdy nie marchewka!

Nie gap się tak,  umiesz czytać! 😆

Kiedyś wygrzebałam w czeluściach internetu taka opowieść, którą dzisiaj chciałabym Wam przytoczyć.

„Moje życie jest tak ciężkie,że nie wiem, czy warto żyć?
Jestem zbyt zmęczona, aby walczyć… Nie zdążę załatwić jednego problemu, a już przychodzi następny…
Ktoś zaprowadził mnie do kuchni, gdzie były trzy garnki napełnione wodą. Woda zaczęła wrzeć. Do pierwszego garnka wrzucono marchew, do drugiego jajko, a do trzeciego ziarenka kawy.
Kiedy upłynął właściwy czas, Ktoś wyjął na talerz marchew, jajko i ziarna kawy. Zapytano mnie:
– Co widzisz?
– Widzę marchew, jajko i ziarnka kawy.
– Dotknij marchwi.
Stwierdziłam, że marchew była miękka i rozpadła się.
Następnie podano mi jajko. Obrałam i stwierdziłam, że jest twarde.
Na koniec dano mi spróbować kawy.
Uśmiechnęłam się i zachwyciłam aromatem kawy.
Wiesz, wszystkie te produkty gotowały się, a każdy reagował inaczej. Marchew na początku była twarda i mocna. Po ugotowaniu stała się miękka i sypka.
Jajko najpierw było słabe i ciekłe. Po ugotowaniu stało się twarde.
Ziarenka kawy reagowały zupełnie inaczej.
Po tym, jak znalazły się we wrzątku, zmieniły wodę.
Kiedy przeciwności pukają do twoich drzwi, jak zareagujesz?
Jesteś jak marchew, jajko czy ziarnka kawy?
Jesteś jak marchew, która wydaje się twarda, ale w cierpieniu i nieprzyjemnościach stanie się miękka i straci swoją siłę?
Jesteś jak jajko, które ma delikatne serce, ale zmieni się przez problemy i dlatego, że wiatr przeciwny?
Jesteś prężna, trudy zmieniły cię w nieustępliwą?
Albo jesteś jak ziarnko kawy?
Ziarnko zmieniło wodę, przetworzyło problemy.
I gdy tylko woda się zagotuje, uwolni aromat i smak.
Jeśli jesteś jak ziarnko kawy, staniesz się lepszą i chociaż wszystko kroczy ku gorszemu,
TY ZMIENISZ ŚWIAT WOKÓŁ SIEBIE.”

Choć wcale nie wszystko trzeba zmieniać. Na przykład jeśli się mieszka w Tajemniczym Lesie, to wcale się nie chce tego zmieniać!

Zapraszam Was na zimowy spacer do Tajemniczego Lasu, gdzie prawdziwe szlabany iglaste bronią wstępu profanom, gdzie tajemnicze brzeziny, mroczne zakątki i niezwykłe światło wabią i kuszą. Ale uważajcie! Trzymajcie się blisko, bo jeśli dostrzeże Was  czarodziej Krabat – biada Wam! A jako żywo czarnoksiężnik Krabat wciąż mieszka na Łużycach i zawsze jest z nim jego uczeń…

100_5090

100_5132

100_5140

100_5144

100_5148

100_5149

100_5150

100_5151

100_4654

Posted 10 lutego 2013 by podsosnami in Mój kawałek świata

Tagged with , , ,

Wrzosy, wrzosy, lila mgła   10 Komentarzy

Pamiętacie tę starą piosenkę? Zawsze mi się przypomina, kiedy nadchodzi wrzesień i las przybiera wrzosową barwę. Jest we wrzosowiskach coś magicznego, jakaś cisza i spokój, piękno, które przemawia tylko szeptem.

Mam takie swoje ukochane wrzosowiska. Ogromne, bardzo rozległe, niebywale piękne, jak tylko w naszych lasach widuję. Jedzie się betonówką w głąb lasu, długo, jakieś 10 km. I potem…  Zza sosnowej ściany lasu ukazuje się pierwsza przesieka, dłuuuuuga, ogromna. Pierwsza z kilkudziesięciu takich.

Wracając z miasta decydujemy się zboczyć z trasy, zajechać w tę ciszę, zamilknąć, zanurzyć stopy w wilgotnym mchu między wrzosami.

To wyjątkowe miejsce.

A w dodatku po takim spacerze w suszarni wygląda tak:

Jeśli jeszcze nie zrobiliście wszystkich swoich grzybowych słoiczków, to polecam przepis na nietypowy, słodki i bardzo smakowity słoiczek grzybowy!

GRZYBY W CZYSTYM OCCIE

Grzyby oczyszczamy i obgotowujemy w słonej wodzie. Odcedzamy i układamy w słoiczkach. Przygotowujemy zalewę: sam ocet (BEZ WODY!) zagotowujemy z cukrem w proporcji 1:1 (na litr octu kilogram cukru). Gorącą zalewą zalewamy grzyby i pasteryzujemy lub gorące słoiki odwracamy do góry dnem i pozwalamy im tak wystygnąć. Tak przygotowane grzyby mają zaskakujący słodki smak, na pewno uda się Wam zaskoczyć gości, podając im takie właśnie grzybki!

Pozdrawiam wrzosowo oraz grzybowo i życzę wszystkim miłego wieczoru – Wasza gospodyni wiejska.  😀

Posted 2 października 2012 by podsosnami in Mój kawałek świata, W sosnowej spiżarni

Tagged with , , , , ,

%d blogerów lubi to: